Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła?

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła? Podaj swój adres e-mail.
Otrzymasz link, dzięki któremu zresetujesz hasło.

Error message here!

Powrót do logowania

Close

"Jak przetrwać w przestępczym Krakowie" - fragment książki

27 września 2019

Lubicie true crime? A true crime w bardziej... historycznej oprawie? Już na początku października nakładem wydawnictwa Astra ukaże się książka mediewisty i kulturoznawcy Karola Ossowskiego, dzięki której dowiecie się, na jakie niebezpieczeństwa bylibyście narażeni spacerując po ulicach Krakowa dawnych wieków. Czychają na Was czarownice, mordercy, prostytutki, złodzieje, kaci, rozbójniczki - bo jak się dowiemy z książki i w tym fachu kobiety odnosiły sukcesy. Tymczasem zapraszamy do lektury fragmentu opowiadającego o tym, jak się przed wyzej wymienionymi uchronić. 

 

 W przeszłości, tak jak i dziś, ludzie imali się różnych sposobów zabezpieczenia dobytku przed kradzieżą i rabunkiem. Jedni inwestowali w solidniejsze drzwi i okiennice. Ówcześnie szyby w oknach były rzadko spotykane z powodu swojej ceny, poza tym szkło było za słabą ochroną przed złodziejami. Inni podczas podróży najmowali ochroniarzy czy stróżów, którzy pilnowali im domów i składów. Niekiedy jednak strażnicy sami okazywali się rabusiami. Wielu właścicieli domostw chowało swój dobytek do skrzyń zabezpieczonych skomplikowanymi zamkami. Byli też tacy, którzy posiadane dobra zakopywali, chowali wśród zwierząt (głównie świń) czy obciążone ukrywali w stawach i rzekach.

W przeszłości istniało jeszcze jedno zabezpieczenie, które dziś już nie jest raczej przez nikogo stosowane. Mowa tu o zaklęciach, klątwach i czarach. Jeszcze sto lat temu wielu ludzi wierzyło w sprawczą moc słów i gestów. Niczym niezwykłym były rytuały ochronne czy też zaklęcia mające zaszkodzić wrogom. W Polsce do pozbycia się nielubianej osoby używano zebranych ziół, traw, mchów, prochów i kości z cmentarzy. Przydawały się również zwite w kłąb włosy, paznokcie umarłego, do tego ucięte członki, palce wisielców czy wosk ze świecy. Wszystko było mieszane z wódką podczas urodzin wroga, a następnie podawane mu do wypicia. Podobno wódka sprawiała, że inne składniki były niewidoczne. Już po kilku dniach delikwent miał być martwy. Trudno się dziwić, patrząc na skład trunku. Dało się jednak uchronić przed zatrutym alkoholem. Wystarczył znak krzyża przed wypiciem, a niechybnie denko od kieliszka odpadło.

Jeszcze wcześniej, bo w średniowieczu czy w czasach nowożytnych, magiczne rytuały mające zapewnić ochronę, a nawet wskazać sprawcę naszych nieszczęść, były czymś powszechnym.

Przede wszystkim należało zabezpieczyć cenne przedmioty, umieszczając obok nich odpowiednie talizmany. Najskuteczniejsza była sól, kreda lub chleb. Nie mniej przydatny okazywał się topaz oraz czosnek siatkowaty. Warto było również, w wigilię Bożego Narodzenia, wyrysować kredą na suficie trzy krzyże chroniące przed złodziejami. Symbolizowały one te krzyże, na których zostali ukrzyżowani Jezus oraz wspominani już Gesmas i Dyzma. Istnieje wiele tekstów apokryficznych, według których obydwaj mieli się spotkać z Jezusem jeszcze przed ukrzyżowaniem. W najpopularniejszym z nich obaj napadli na świętą rodzinę podczas jej wędrówki do Egiptu. Jednakże z jakiegoś powodu postanowili uwolnić Jezusa wraz z rodzicami. Jezus miał wówczas im przepowiedzieć, że za trzydzieści lat razem zostaną ukrzyżowanii. Trudno nazwać to dobrą wróżbą.

Najbardziej popularnym zaklęciem chroniącym przed złodziejami było tzw. Narodzenie Boga. Znajdowało się ono najczęściej w zielnikach i traktatach leczniczych, bowiem obchodzono się z nimi na równi ze specyfikami na stawy czy korzonki. Brzmiało następująco:

W Betlejem Bóg się narodził,

I ochrzczony w rzece Jordan był.

Między zwierzętami położony został,

Nie było tam jednak ni wilka ni złodzieja,

Tylko Trójca Święta.

Boże który narodzony tam zostałeś,

Broń mnie i moje dobra od złodziei.

A także wszystko co posiadam,

Od zniszczenia zadawanego,

Ziemią i wodą,

Dniem i nocą,

Przypływem i odpływem,

Amen.

 

O dziwo, zdarzało się, że zaklęcia chroniące przed włamaniem nie zawsze działały. Jeśli rabuś dostał się już do naszych kosztowności, można było próbować go zatrzymać. Najlepiej wzywając na pomoc Boga i prosząc go, aby zamienił naszego złodzieja w kamień. Właściciel kosztowności mógł następnie skamieniałego złodzieja odczarować, odmawiając nad nim kolejną modlitwę do Boga. Ewentualnie, jeśli rzezimieszek znał jakieś inkantacje do diabła, wówczas mógł prosić go o wybawienie z opresjivi. Tylko cóż Belzebub mógł zażądać w zamian za ratunek?

Nawet jeśli złodziej zbiegł z naszymi kosztownościami, nie wszystko jeszcze było stracone. Przed wypowiedzeniem jakichkolwiek słów należało szybko chwycić krzyż (oczywiście poświęcony), następnie, zaklinając go, wołać: „Na Jezusa Chrystusa, Krzyżu Święty przyprowadź [złodzieja] ze wschodu! Amen. Ojcze Nasz. Święta Mario”. Tę samą treść trzeba było powtórzyć, uzupełniając odpowiednio o „północ”, „zachód” i „południe”. Warto było także wezwać na pomoc ziemię, powietrze, wodę i św. Helenę, bo to ona według tradycji miała odnaleźć drzewo z Krzyża Świętego. W zależności od potrzeb, można było na koniec:

a. Odłożyć krzyż, wówczas złodziej powracał z łupem jeszcze przed zachodem słońca;

b. Odmówić Ojcze nasz i dopiero odłożyć krzyż, wówczas wracał przed północą;

c. Odmówić Ojcze nasz i ukryć krzyż, wówczas wracał dopiero przed wschodem słońca.

 

Jeśli skradziono nie kosztowności, a zwierzęta, wówczas, aby je odnaleźć, krzyż nie był już potrzebny. Należało stanąć nad śladami pozostawionymi przez zwierzęta, a następnie zapalić trzy świece, tak by z każdej spadła tylko jedna kropla wosku. Niechybnie po tym zabiegu miała się ukazać droga do naszych zaginionych ulubieńców. Inną opcją było wypisanie w ciszy poniższego zaklęcia na pergaminie.

Następnie należało je umieścić w lewym bucie nad obcasem. Po pewnym czasie buty same miały zaprowadzić do skradzionych dóbr. Zaklęcie to ma rodowód pogański. Znaki runiczne zastąpiono literami alfabetu łacińskiego. Pierwotnie odwoływały się do różnych bogów skandynawskich, takich jak Freyr, Baeldaeg czy Hegil.

W poszukiwaniu skradzionych kosztowności przydatne okazywały się piszczele. Zaklęcie je wykorzystujące brzmiało następująco:

Weź piszczel zmarłego i pomyśl o tym, kiedy i gdzie zostało ci coś skradzione. Następnie umieść piszczel na progu drzwi i potnij świecę o takiej samej długości jak kość. Wypowiedz słowa „Straciłem swe dobra, znów je znajdę. Święte, pięć ran Chrystusa pomoże mi w tym”. Na kolanach wypowiedz pięć „Ojcze nasz” i jedno „Credo”. Następnie rzeknij „Ponieważ Żydzi chcieli cię ukryć, Jezu Chryste, ale nie udało się im to, tak samo moje dobra ukryte nie będą. W imię Ojca, Syna i Ducha Świętegoxi.

W przypadku gdy udało nam się odnaleźć sprawcę, mieliśmy kilka możliwości na udowodnienie mu winy. Przede wszystkim można było zastosować serowy Sąd Boży – w wielu tekstach uważany za dodatkowe ordalium. Przede wszystkim należało wyciąć w serze odpowiednie zaklęcie. Najczęściej brzmiało ono „Agula igula agulet”. Inną opcją był zapis „Deus + pax + max + imax + dicat + Jesus +”. W Gdańsku do zapisywania tych słów wymagane było kogucie pióro. Być może w Krakowie również. Tak przygotowany ser był podawany podejrzanemu. Osoba niewinna nie miała się czego obawiać, mogła zjeść ser bez większych problemów. Gorzej było z prawdziwym złodziejem. Natychmiast zaczynał odczuwać ból w ustach, a ser stawał się gorzki i niezdatny do przełknięcia. Niekiedy podejrzany robił się siny niczym chaber, a z ust leciała mu piana jak u dzika. Potem wystarczyło tylko nakłonić złodzieja do wyjawienia, gdzie ukrył łup. A może wszystkie te symptomy były po prostu objawem zatrucia starym serem?

Jeśli próba sera nie przyniosła spodziewanych rezultatów, wówczas warto było sięgnąć po grzebień. Należało nim wyczesać dowolnego zmarłego tak, aby zebrać trochę jego włosów. Następnie grzebień wraz z włosami umieszczano w zawiniętym płótnie, a potem zasypiano na tym niczym na poduszce. Poza możliwością złapania wszy, we śnie miał się ukazać duch, który wyjawiał imię sprawcy kradzieżyxiii. Ciekawe, jak na taki dowód zapatrywali się ławnicy w sądzie?

Jeśli mieliśmy kilku podejrzanych, wówczas najlepiej było zastosować próbę kamieni. Potrzebna była taka ilość otoczaków z rzeki, ilu mieliśmy kandydatów na przestępcę. Na każdym z kamieni należało umieścić imię jednego podejrzanego. Wszystkie razem wrzucano następnie do ognia i czekano, aż rozgrzeją się do czerwoności. Gorące zakopywano pod progiem domostwa na trzy dni. Po tym czasie wszystkie powinny już ostygnąć. Sprawdzano to, wrzucając je po kolei do zimnej wody. Podobno kamień zawierający imię prawdziwego sprawcy nigdy się nie wychładzał i mógł nawet zagotować wodę. Ewentualnie, jeśli nie było czasu i tylu kamieni, wystarczyło wypisać imiona sprawców na skrawkach pergaminu. Ten z imieniem sprawcy miał doprowadzić do spienienia się wody.

Gdy wszystkie powyższe sposoby zawodziły, nie było wyjścia. Należało sięgnąć po broń, ostateczną w walce o nasze dobra, użyć krwi i wezwać zastępy piekielne. A oto jak przebiegał ten rytuał:

Zbierz rtęć, białą kredę oraz ludzką krew w trakcie niedzielnej mszy. Zmieszaj je, aż do otrzymania jednolitej masy niczym na ciasto. Następnie masą tą wyrysuj oko na drewnianej desce i wypisz wokół następujące słowa: „Uolach-adabola aprision”. Wbij gwóźdź w centrum wyrysowanego oka i wypowiedz następującą formułę:

„Szatan, Belzebub, Belias, Astarot, Babel, Cizitio, Erebi, Bamila, Rebos, razem ze wszystkimi diabłami w piekle i na Ziemi. Zaklinam was na Boga, Ojca, Syna i Ducha Świętego […]. Zaklinam was na trzcinę włożoną w prawą rękę Jezusa, i na włócznię wbitą w jego bok, i na trzy żelazne gwoździe którymi był przybity do krzyża, i na berło które dzierżył w prawej dłoni schodząc do piekła. […]”

Niech gwóźdź pozostanie wbity przez dziewięć godzin. Następnie odejdź nie oglądając się za siebie i zamknij drzwi. Dzięki temu oko [złodzieja] wyskoczy mu z oczodołuxv.

Jeśli i to nie podziałało i nie pozwoliło odkryć sprawcy kradzieży, niestety, ale musieliśmy się pożegnać ze skradzionymi dobrami raz na zawsze.

 

Dodane przez Gość

Czy masz coś do dodania, chcesz o coś zapytać?
Komentarze (0)


(zabezpieczenie przed botami)

/1000 wykorzystanych znaków


Ostatnie patronaty
Popularne Tagi

Najaktywniejsi użytkownicy w tym miesiącu:

Wilcze Czytanie - 1087 ptk.
Sirroco - 444 ptk.
Weroniika - 438 ptk.
pod-lasem-czytane - 347 ptk.
GosiaPupu - 278 ptk.

zobacz pełny ranking

25154 książek
nasz cel: 30 000, do dodania pozostało 4846

2889 adaptacji
nasz cel: 3 000, do dodania pozostało 111

3910 autorów ze zdjęciami
nasz cel: 4 000, do dodania pozostało 90

Losowy cytat

"-Masz trzy cukierki w jednej dłoni i dwa w drugiej -tłumaczyłam- to ile masz razem?
-Pełną buzię - odrzekła Karola."


Lucy Maud Montgomery

Ania z Avonlea
BookHunter.pl
O nas
Nasze logo
Punktacja
Do pobrania
Kontakt
Przyłącz się!
Zespół
Kogo szukamy?
Partnerzy
Wspólne cele
Dla wydawnictw
Współpraca
recenzencka

Patronat medialny
o BookHunter
Copyright © 2015 - 2017 by BookHunter.pl
O nas | Zbieraj punkty | Zespół | Regulamin | Kontakt