Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła?

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła? Podaj swój adres e-mail.
Otrzymasz link, dzięki któremu zresetujesz hasło.

Error message here!

Powrót do logowania

Close
(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka(bez)nadzieja -

(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka(bez)nadzieja

Średnia ocena

10,/10

(1 głosów)

Łatwość czytania

brak ocen, bądź pierwszy!


chce przeczytać 0 osób chce przeczytać
dodało do ulubionych 0 osób dodało do ulubionych

Infomacje o książce:

Kraj powstania:Polska
Okres powstania:XXI wiek
Forma:Biografia, Pamiętnik, Dziennik
Data premiery w Polsce:12 listopada 2019
Język oryginału:polski

(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka(bez)nadzieja -

Wydawnictwo:Poligraf
Data wydania:17 października 2019
Forma wydania:druk
Liczba stron:264

Rodzaj okładki:miękka

Tagi (29) \ Otagowane przez 1 użytkownika

zobacz więcej tagów

(Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka(bez)nadzieja - dodaj tagi

Twoje tagi:



    Opis książki (1)

    Czy praca w systemie dwudziestoczterogodzinnym, z dala od rodziny, przyjaciół, własnego prawdziwego życia, w której nie są szanowane prawa człowieka i pracownika, może dawać nadzieję tysiącom polskich opiekunów osób starszych pracującym w Niemczech? Czy starość we własnym domu – zakrapiana samotnością, chorobą, smutkiem, żalem, tęsknotą, goryczą, w towarzystwie osoby, która nie rozumie prostych, wypowiadanych przez nas zdań, jest oznaką statusu społecznego, luksusu, troski rodziny i państwa? Czy beznadzieja może stać się nadzieją? Czy nadzieja nie jest złudna? Dokąd prowadzi droga polskiego opiekuna? Czy służący do wszystkiego jest tym, czego potrzebuje stary schorowany człowiek w ostatnich latach, miesiącach, dniach, godzinach swojego życia? Te i inne pytania towarzyszyły mi podczas mojej pracy. Docierały do mnie informacje: „Umarła nasza koleżanka”, „Nasza koleżanka jest chora na raka. Pracowała na działalność. Z czego ma teraz żyć?”, „Opiekunka z dwudziestoletnim doświadczeniem szuka pracy w opiece”, „Umarł mój podopieczny. Strasznie to przeżywam. Szukam pracy na już”… W końcu zdałam sobie sprawę z tego, że moje życie jest jak ciepły nadmorski piasek, który przelatuje w promieniach słońca między palcami. Słońca, które przez kilka ostatnich lat widziałam zza niewidzialnych krat dzielących mnie od reszty świata.
    Barbara Bereżańska – urodzona w 1978 r. w Środzie Śląskiej. Po ukończeniu Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego Sióstr Niepokalanek w Wałbrzychu rozpoczyna studia na Hochschule für Technik, Wirtschaft und Sozialwesen w Zittau. Pod koniec 2014 r. decyduje się na wyjazd do Niemiec w charakterze opiekunki osób starszych. Po trzech latach zakłada blog pt. Perły rzucone przed damy. Początkowo ukazują się na nim jedynie krótkie opowiadania, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Z czasem porusza również ważne aspekty pracy w opiece, takie jak: czas pracy, czas wolny, prawa i obowiązki opiekunki, formy zatrudnienia, możliwości wypowiedzenia umowy. Pomimo że w tej branży pracuje blisko pół miliona Polaków, nikogo nie interesuje ich los. By dotrzeć do większego grona czytelników, publikuje Perły rzucone przed damy. (Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja to kontynuacja jej pierwszej książki.

    Dodane przez Bereżańska Barbara
    edytuj opis
    Źródło: tekst od autora

    Recenzje (1) \ Teraz Twoja kolej aby zostać krytykiem!

    Cykle literackie (0)

    Serie wydawnicze (0)

    Adaptacje (0)

    Informacje dodatkowe (0)

    Infomacje dodatkowe - (Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka(bez)nadzieja

    Informacja dodatkowa

    Cytaty (1)

    "Wstęp

    Ponad pięć lat pracowałam w opiece nad osobami starszymi w Niemczech. Bardzo żyłam nadzieją na lepsze jutro. Raz mniejszą, raz większą. W zależności od dnia, od zlecenia. Coraz częściej zastanawiałam się, czy to właściwa droga. Czy kiedyś będzie mniej ciernista, bardziej z górki? Do czego mnie doprowadzi? Wydawało mi się, że jestem częścią ogromnej grupy opiekunów. Przynależność ta dodawała mi sił. Miałam wrażenie, że tworzymy pewnego rodzaju społeczność. To było jedynie złudzenie.

    Kim są opiekunowie niemieckich seniorów? Osobami, którym się nie powiodło, które próbują stanąć na nogi, które szukają sposobu na życie, które nie mają lepszych perspektyw oraz tymi, które w kraju miały tak ciężkie życie, że pracę w opiece nad osobami starszymi w Niemczech postrzegają jako dar niebios. Fakt, że istnieją ludzie, którzy nie dostrzegają, że warunki w pracy w tej branży powinny się poprawić, przeraża mnie. Byłam wdzięczna za możliwość zarobku. Nie zamykało mi to jednak oczu na negatywne aspekty pracy w opiece.

    Chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy sięgnęli po moją książkę Perły rzucone przed damy. Czytelnikom spoza branży, którzy dostrzegli trud pracy opiekuna osób starszych w Niemczech, oraz opiekunom, którzy w moich opowiadaniach odnaleźli samych siebie.

    Długo rozmyślałam, czy powinnam napisać kolejną książkę. Po co komuś dwie takie same? Jak mówią niektóre opiekunki: „Każda z nas może napisać powieść”. Mam jednak nadzieję, że (Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka (bez)nadzieja będzie inna niż moja pierwsza książka. Wierzę, że w międzyczasie wiele się nauczyłam. To prawda – każda opiekunka i każdy opiekun mogą napisać własną powieść. Nie każdy to jednak zrobi. Niech moje kolejne opowiadania będą głosem wszystkich opiekunów, którzy mogliby stworzyć podobne historie, ale nigdy nie sięgną po pióro.

    Krótki epizod I

    Jajko niespodzianka

    Za każdym razem, decydując się na nową ofertę pracy, zastanawiałam się, na jak długo wyjeżdżam. Posada otrzymana od agencji pracy dla opiekunów osób starszych bardzo przypomina mi jajko niespodziankę. Człowiek jej pragnie. Wie, że musi ją mieć. Chce zarobić pieniądze na potrzeby własne i swoich bliskich. Ma świadomość, że coś jest w środku. Dzięki szczątkowym informacjom otrzymanym od pracownika biurowego domyśla się zawartości. Tak naprawdę dopiero na miejscu okazuje się, jak będzie wyglądała jego praca, w jakim stanie fizycznym i psychicznym jest podopieczny, jak do opiekuna nastawieni są pozostali członkowie rodziny oraz jakie będą warunki zamieszkania. Można się bawić w detektywa. Dręczyć firmę kolejnymi pytaniami, rozmawiać z opiekunem będącym na miejscu, a nawet z rodziną seniora, do którego chce się wyjechać. Mimo wszystko prawdy o zleceniu w większości przypadków dowiemy się, dopiero wtedy gdy trafimy do domu podopiecznego. Do tego dochodzi kwestia tak zwanej chemii między seniorem a opiekunem. Dla mnie była ona niezwykle ważna. Czasami niby wszystko wydawało się w porządku, a ja czułam się w danym miejscu źle i nie potrafiłam określić, z jakich powodów. Myślę, że chodziło właśnie o ową chemię, która nijak nie chciała się pojawić pomiędzy mną, podopiecznym i jego krewnymi. Przełączałam wówczas swoje biegi na automat. Czynności wykonywałam jak robot. Starałam się nie myśleć za wiele. Sprawdzałam, ile czasu wytrzymam. Jajko zostało otworzone.

    Wyjazd do starszego pana

    Pakując walizkę oraz masę drobnych pakunków do mojego forda, byłam pozytywnie nastawiona. W końcu będzie dobrze – dumałam. Mam już ogromne doświadczenie. Nikt mnie nie zaskoczy. Wiem, że muszę zachować spokój. Nauczyłam się cierpliwości. Potrafię wymusić na rodzinie podopiecznego respektowanie moich praw, nie mam oporów, by w razie problemów zgłosić się do pracodawcy. Do tego współpracuję z rzetelną firmą, którą już od kilku lat obserwuję na rynku.

    Na wyjazd zdecydowałam się bardzo szybko. Była to oferta niemal na już. Zresztą jak większość ogłoszeń ukazujących się w tej branży. Można się zastanawiać, dlaczego opiekun musi wyjechać w ciągu kilku dni: Czy poprzedniczka ucieka? A może nie podoba się seniorowi i jego rodzinie? Nie spełnia wysokich oczekiwań, jakie mają Niemcy zatrudniający pracownika z kraju Europy Wschodniej? Skończyła się umowa i firma nie zdążyła na czas znaleźć zmienniczki? Jeśli tak, to dlaczego nie ma chętnych na tę ofertę? Czy firma nie jest wiarygodna? A może stan podopiecznego znacznie się pogorszył, osoba będąca na miejscu nie daje rady, a krewni są przekonani, że kolejny robot stanie na wysokości zadania? Czy chcę być takim robotem? Czy dam radę, czy mnie zaakceptują, czy spełniam ważne kryteria dla chcących zatrudnić mnie Niemców? Po pięciu latach nadal stawiałam sobie takie pytania. Nie mając odpowiedzi i tak decydowałam się na wyjazd. Wiedziałam, że na miejscu w ciągu kilku dni dowiem się wszystkiego.

    Wyjazd do starszego pana był kolejnym krótkim epizodem w moim życiu oraz w karierze opiekunki osób starszych w Niemczech, chociaż zapowiadało się, że będzie dobrze. Miałam właśnie za sobą zlecenie, na którym przepracowałam półtora roku. Byłam przekonana, że to zasługa mojego doświadczenia, umiejętności współpracy z firmą oraz z rodziną seniora. Wierzyłam, że rozszyfrowałam ten cały biznes i teraz będzie już zawsze w porządku. W pośpiechu się spakowałam, omówiłam szczegóły wyjazdu, przeczytałam umowę przysłaną mailem przez firmę, zamieniłam kilka słów ze zmienniczką. Nie miałam czasu, by wydrukować oraz odesłać podpisane dokumenty. Byłam akurat w trakcie przeprowadzki. W jednym z licznych kartonów odnalazłam drukarkę. Z powodów technicznych nie mogłam jednak nic wydrukować. Ponieważ miałam mnóstwo innych spraw do załatwienia, po krótkiej rozmowie oraz zapewnieniach ze strony firmy, że na miejscu koordynator przywiezie mi umowę do podpisania, stwierdziłam, że mogę wyruszyć bez niej. No i wyruszyłam. Miał to być dwumiesięczny wyjazd. Na miejscu przywitała mnie zmienniczka Ewa.

    – Cześć. Dobrze, że przyjechałaś. Już myślałam, że nikogo nie znajdą.
    – No nie miałam za wiele czasu na przygotowanie się do wyjazdu.
    – Do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy ktoś mnie zmieni. Firma kazała mi zostać dłużej. Ale nie ze mną takie numery. Powiedziałam, że w żadnym wypadku nie zostanę dłużej, niż mam to w umowie.
    – No i racja. Nie mogą cię zmusić. Czyli zjeżdżasz w terminie, jaki miałaś w umowie, nie uciekasz przed czasem? Wszystko jest tu w porządku?
    – Tak, spoko. Za miesiąc tu wrócę.
    – Słucham?
    – Za miesiąc tu wrócę. Na miesiąc przyjechałaś czy na ile?
    – Umowę mam na dwa miesiące. Nie wyjeżdżam na tak krótki czas.
    – A to oszuści. Przecież dobrze wiedzą, że chciałam tu wrócić za miesiąc. To dlatego, że nie chciałam zostać dłużej. Kłóciłam się z nimi przez telefon. Przecież ja mam swoje sprawy do załatwienia w Polsce.
    – Wiesz co, nie wiem. Nie podpisałam jeszcze umowy. Mówiłam, że chcę wyjechać na dwa miesiące. Tak napisali w dokumentach, które przesłali mi mailem. Tak w ogóle jak wygląda sprawa ze składkami? Mówili mi, że płacą je od średniej krajowej. Jednak z umowy wynika, że płacą je od sześciuset euro. Reszta to diety.
    – Jak od średniej krajowej? Okłamali cię!
    – Kilka razy pytałam. Zresztą chwalą się na portalach społecznościowych, że są lepsi od innych firm, ponieważ płacą pełne składki. Tłumaczą tym niskie stawki, jakie mają w porównaniu z innymi. Dopiero gdy dostałam umowę, zorientowałam się, że tak nie jest. Nie chciałam wszystkiego odwoływać. Zresztą gdy kolejny raz zapytałam, ponownie zapewniono mnie, że płacą je od średniej krajowej.
    – Bzdury. Oni wszystko by ci powiedzieli, żebyś wyjechała. Potrzebowali kogoś.
    – Nieźle się zaczyna.
    – Mnie ta firma nie odpowiada, ale miejsce jest dobre, więc wrócę tu za miesiąc.
    – Czekaj, może ja wyjaśnię, na ile tu przyjechałam.

    Wygrzebałam z torebki pełnej drobiazgów telefon komórkowy. Odszukałam numer firmy. Jak to mam w zwyczaju, włączyłam zestaw głośnomówiący. Ewa stała nade mną ciekawa całej rozmowy. W końcu chodziło nie tylko o moje losy. Sprawa dotyczyła również jej.

    – Opiekun dwadzieścia cztery, słucham.
    – Dzień dobry. Barbara Bereżańska. Jest mały problem. Zawarłam z państwem umowę na dwa miesiące. Zmienniczka mówi, że chce wrócić tu za miesiąc. Na jaki okres tak naprawdę wyjechałam?
    – Dzień dobry, pani Basiu. Proszę się nie denerwować. Wyjechała pani, tak jak się umawiałyśmy, na dwa miesiące.
    – Okej. Bardzo dziękuję. Korzystając z okazji, chciałabym się jeszcze upewnić, od jakiej kwoty są odprowadzane składki.
    – Od średniej krajowej.
    – Okej. Dziękuję. Do usłyszenia.
    – Do usłyszenia, pani Basiu.

    Przez chwilę czułam się, jakbym wygrała bitwę. Natomiast Ewkę zaczęło nosić.

    – Co oni kombinują? To dlatego, że nie chciałam zostać dłużej – powiedziała podenerwowana. – I co oni mówią o tych składkach od średniej krajowej? Przecież to kłamstwo!

    Nadal nie miałam pewności odnośnie do składek, ale przecież wielokrotnie mnie zapewniano, że będą one płacone od średniej krajowej. Ważniejsze wydawało mi się to, by dostać do ręki umowę, podpisać ją i mieć gwarancję, że przyjechałam na okres dwóch miesięcy. Wybrałam numer do koordynatorki.

    – Dzień dobry. Barbara Bereżańska. Jestem już na miejscu. Chciałam się dowiedzieć, kiedy przyjedzie pani z umową.
    – Pani nie ma umowy?
    – Nie. Miałam ją podpisać na miejscu. W Polsce nie było na to czasu.
    – Jestem chora. Nie mogę dzisiaj przyjechać.
    – Pierwszego dnia na miejscu miał być obecny koordynator.
    – Jestem chora.
    – Tak w ogóle to na jak długo przyjechałam tu pracować?
    – Na miesiąc. Potem wraca Ewa.

    Ewa odetchnęła z ulgą. Ja natomiast poczułam ogromną złość. Nie dość, że zostałam oszukana co do składek, to jeszcze się okazało, że to krótki wyjazd.

    – Zapewniano mnie, że to oferta na dwa miesiące.
    – Co oni znowu namieszali?! Zaraz z nimi pogadam.

    Żadnego „cześć”, „do usłyszenia”, „oddzwonię”…

    – „Wiem, że jesteś tam…” – usłyszałam sygnał mojego telefonu.
    Jestem, jestem, ale co dalej? – pomyślałam, odbierając.

    – Pani Basiu, po co pani dzwoniła do koordynatorki? Dlaczego nie ma pani przy sobie umowy?
    – Umawialiśmy się, że umowę podpiszę na miejscu. Okazuje się, że przyjechałam tutaj na miesiąc, a nie na dwa. Mam jeszcze jedno pytanie: od jakiej kwoty płacą państwo składki?
    – Od sześciuset euro. Koordynatorka nie może do pani przyjechać. Jest chora. Umowa jest na miesiąc. Potem wraca Ewa.
    – Jak to na miesiąc? Przecież umawiałyśmy się na dwa.
    – Proszę nie dyskutować, tylko wziąć się do pracy.
    – Słucham?!
    – Proszę wziąć się do pracy. Wyjechała pani zajmować się starym schorowanym człowiekiem. To nie czas na pogawędki.
    – Proszę mi nie podnosić ciśnienia. Tak się składa, że póki co nie podpisałam żadnej umowy. Okłamali mnie państwo odnośnie do składek. Wielokrotnie. Mam świadka, który słyszał, jak kolejny raz z rzędu potwierdzono mi, że składki są płacone od średniej krajowej. Albo dzisiaj przyjedzie koordynator z umową do podpisania na dwa miesiące, albo zjeżdżam.
    – Nie może pani zjechać.
    – Przecież nie mam umowy. Wszystko mogę. Nie tak się umawiałyśmy.

    Tym razem to ja odłożyłam telefon, nie kończąc rozmowy tak, jak należy. Ewa stała blada. Ważyły się nie tylko moje, ale i jej losy. Już chyba nawet nie zależało jej na tym, żeby wrócić w to miejsce za miesiąc. Myślę, że się przeraziła. Obawiała się, że faktycznie zjadę, jeśli nie dostanę umowy.

    – Ale się narobiło. I co, zjedziesz?
    – Nie wiem. Muszę pomyśleć. Pewnie nie. Przecież nie zostawię dziadka samego. W co ja się wpakowałam?
    – Ja też miałam z nimi wiecznie problemy. Właściwie to pasowało mi, by zjechać dzisiaj w południe. Powiedzieli, że ty przyjedziesz dopiero wieczorem i mam na ciebie czekać. Musiałam na ostatnią chwilę szukać innego busa.
    – Co? Przecież mówiłam im, że jadę autem i mogę się dostosować do zmienniczki.
    – I co powiedzieli?
    – Że mam być na miejscu dzisiaj po południu, a ty wyjeżdżasz późnym wieczorem.
    – Tam nie ma z kim rozmawiać. Cieszyłam się, że w ogóle kogoś znaleźli. Teraz nie wiadomo, czy pozwolą mi zjechać, jeśli ty nie zostaniesz.
    – Jak to ci nie pozwolą? Przecież skończyła ci się umowa.
    – No ale mogą powiedzieć, że nie zapłacą mi pieniędzy, jeśli nie zostanę.
    – Pieniądze za pracę muszą ci zapłacić. Poczekaj. Jeszcze nie wiem, co zrobię. Może przywiozą mi tę umowę.

    Poczułam wibracje w kieszeni. Przyszedł SMS. Przeczytałam na głos: „Będę za trzydzieści minut z umową. Proszę dogadać się z Ewą, kiedy się zmienicie. Ewelina”.

    – Co oni odwalają? Namieszali, a teraz my mamy się dogadać? – rzekłam zdenerwowana.

    Ewa spojrzała na mnie. Widziałam, że jej się tu podoba i chce wrócić za miesiąc. Opuściłam Polskę w przekonaniu, że wyjeżdżam na dwa miesiące. Jak miałyśmy się dogadać? Ktoś musiał ustąpić.

    – Ciekawe, co za umowę ona przywiezie. Przecież w tej, którą mi przysłali na maila, jest okres dwóch miesięcy – powiedziałam.

    I tak oto dwie opiekunki, które właściwie powinny współpracować, chcąc nie chcąc stały się sobie wrogami. Zwycięstwo jednej oznaczało przegraną drugiej. W duchu każda z nas zastanawiała się, jak zakończy się ta sprawa. Koordynatorka przyjechała z dwoma umowami. W jednej było napisane „cztery tygodnie”, w drugiej – „dwa miesiące”. Decyzja należała do mnie. Po emocjonujących przejściach stwierdziłam, że podpiszę tę na cztery tygodnie. Jeśli współpraca z firmą miała wyglądać tak jak pierwszego dnia, chyba nie było warto zostawać dłużej. Ewa odetchnęła z ulgą. Ewelina sprawiała wrażenie, jakby była naszym sprzymierzeńcem.

    – Przecież ja im wyraźnie powiedziałam, że mają mi przysłać kogoś na miesiąc. Nie macie pojęcia, jaki oni mają tam burdel. Nie mam kogo wysyłać do moich klientów. Co z tego, że podpiszę umowę z niemiecką rodziną, jak oni nie mają opiekunek. Żebyście widziały życiorysy, jakie mi przysyłają. Jeden gorszy od drugiego. Emerytki. Jedna chora, druga połamana, niemieckiego nikt nie zna, co druga nadużywa alkoholu. Kilka dni temu zwoziłam trzy pijaczki naraz.
    – Jak to zwoziłaś?
    – Klienci zgłosili, że one piją. Trzeba było znaleźć szybko zmienniczki. Alkoholiczki zawiozłam autem do Polski.

    Złapałam na chwilkę kontakt wzrokowy z Ewą. Nie wiem, czy myślała o tych pijanych kobietach, czy być może tak jak ja zastanawiała się, co to za firma, która zatrudnia osoby uzależnione od alkoholu. Do tego aż trzy. Rozumiem i wiem, że takie sytuacje się zdarzają. Ale trzy naraz? Ewelinie jakby rozwiązał się język. A może chciała pokazać, że ma do nas zaufanie i uważa nas za te z dobrymi życiorysami.

    – Dobra, dziewczyny. Na szczęście wy jesteście młode, solidne. To rzadkość. Ja co najmniej raz w miesiącu zwożę opiekunki, które nie nadają się do pracy w naszej firmie..."

    Dodane przez Bereżańska Barbara

    (Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka(bez)nadzieja - dodaj cytat

    Cytat

    Shoutbox co myślisz o książce?

    /1000 wykorzystanych znaków

    Wyślij


    Twoja ocena książki
    Łatwość czytania
    Użytkownicy tworzący stronę
    Bereżańska Barbara
    Liczba wyświetleń: 139
    Narzędzia

    (Bez)silna opiekunka, czyli polsko-niemiecka(bez)nadzieja:

    edytuj informacje o książce
    edytuj autorów
    dodaj / edytuj wydanie
    dodaj tagi
    dodaj opis
    + dodaj recenzję
    dodaj cytat
    + dodaj temat do dyskusji
    zgłoś błąd

    Ostatnie patronaty

    zobacz wszystkie patronaty
    zobacz naszą ofertę patronatu medialnego
    Popularne Tagi
    Ranking użytkowników

    Najaktywniejsi użytkownicy w tym miesiącu:

    NovaeRes - 1112 ptk.
    Mery - 821 ptk.
    aleksandra.wen - 738 ptk.
    fprefect - 732 ptk.
    mkcelinska - 556 ptk.

    zobacz pełny ranking
    Facebook
    Nasze wspólne cele

    25362 książek
    nasz cel: 30 000, do dodania pozostało 4638

    2896 adaptacji
    nasz cel: 3 000, do dodania pozostało 104

    3939 autorów ze zdjęciami
    nasz cel: 4 000, do dodania pozostało 61

    Losowy cytat

    "Z nadzieją czy przeciw nadziei!"


    Eliza Orzeszkowa

    Gloria victis
    BookHunter.pl
    O nas
    Nasze logo
    Punktacja
    Do pobrania
    Kontakt
    Przyłącz się!
    Zespół
    Kogo szukamy?
    Partnerzy
    Wspólne cele
    Dla wydawnictw
    Współpraca
    recenzencka

    Patronat medialny
    o BookHunter
    Copyright © 2015 - 2017 by BookHunter.pl
    O nas | Zbieraj punkty | Zespół | Regulamin | Kontakt