• Monika Mikłaszewska

"Śmiech diabła" – Agnieszka Miela



Tytuł: Śmiech diabła
Autor: Agnieszka Miela
Cykl: Dzieci Starych Bogów (tom 1)
Data wydania: 2021-03-16 
Wydawnictwo: Zysk i s-ka  
Liczba stron: 480
ISBN: 9788382021714
Moja ocena: 7/10

Nie raz udowodniono, że los i przeznaczenie są ze sobą nie tylko ścisle związane, ale również przewrotne i niekiedy okrutne. Wystawiają człowieka na rozliczne próby będące próbą jego charakteru, hartu ducha i siły woli. Dzięki takiemu doświadczeniu można w łatwy sposób przekonać się, jak wiele jest się w stanie wytrzymać i do czego jest się zdolnym. Lekcje te pozwalają uniknąć błędów w przeszłości i w pewnym stopniu uodpornić się na brutalność jaką – czasami – niesie ze sobą życie.


Dwunastoletni Bertram ma przed sobą jeden cel – wykonać misję powierzoną mu przez ojca. Nikt nie zwraca uwagi na to, że może ona być ponad jego siły i zakończyć się śmiercią. Liczy się tylko to, by zyskać szacunek i akceptację w oczach Frithusa. Niestety nadwątlone siły chłopca zaczynają się wyczerpywać, a gdy na horyzoncie jawi się widmo odejścia oddaje się on we władanie nadciągającego końca. Na całe szczęście los stawia na jego drodze rezolutną dziewuszkę – Wilgę, która postanawia zająć się konającym. Jak się okazuje ich spotkanie nie jest dziełem przypadku, a przyszłość pokaże, że na szwank zostanie wystawiona nie tylko ich przyjaźń, ale też życie.


Śmiech diabła z jednej strony mnie oczarował – swoją mroczną aurą ścielącą się często i gęsto nad bohaterami, brutalnością będącą domeną gatunku dark fantasty zwiastującą, że czytelnik na pewno nie będzie miał tu do czynienia z przyjemną wędrówką tylko gwałtowną, pełną niebezpieczeństw, strachu oraz cierpienia przeprawą; wprowadzeniem nuty słowiańskości, która winna być dla nas powodem do dumy, a nie stopniowego zapominania. Z drugiej zaś poczułam się troszkę przytłoczona – nie tylko ogromną ilością opisów, które w pewnych momentach przeszkadzały w skupieniu się na tym, co czytałam, ale także kilkakrotnym (lub więcej) powtarzaniu informacji, które już zdążyłam sobie przyswoić i zupełnie niepotrzebnym było przypominanie tego co jakiś tam czas. Nie mniej naprawdę dobrze bawiłam się podczas lektury i nie był to w żadnym razie dla mnie czas stracony.


W pierwszym tomie cyklu Dzieci Starych Bogów czytający zostają wprowadzeni w historię Aine i Bertrama – począwszy od ich wieku dziecięcego, do takiego, w którym oboje mogą zmienić stan cywilny. Przeskok w czasie czasami potrafi skutecznie zniechęcić, ale nie w tym przypadku. Wraz z nim można dostrzec zmiany jakie zaszły w bohaterach – dojrzałość wynikającą z upływającego czasu czy inne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. I o ile Błękitek był niekiedy gorzej niż irytujący i chciało się nim "potelepać", by jego myślenie wróciło na właściwe tory, to Wilga cały czas była tą zadziorną, niepokorną, znającą swoją wartość i upartą dziewczyną, której poskromienia bali się najodważniejsi mężczyźni.


Słuszne wrażenie wywiera także okładka książki, która – powiedzmy szczerze – idealnie wpisuje się w przedstawioną historię. Mało tego jej wewnętrzna część to kolorowa mapa, dzięki której odbiorcy będą mogli jeszcze dokładniej zobrazować sobie całą Kerhalorę.


Jestem pewna, że Agnieszka Miela nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a kolejne tomy Dzieci Starych Bogów wyjaśnią to, co dotąd niedopowiedziane i udowodnią, że warto dać szansę temu cyklowi.


#fantastyka #fantasy #sciencefiction



Za możliwość zrecenzowania powieści dziękujemy wydawnictwu




54 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Pianola