• mariakosiarz

Antybohaterzy przeciętniaczka - recenzja "Hannah"


Rozczarowanie? Znaczny przerost dobrych chęci i oryginalnej koncepcji fabularnej nad finalną, banalną i przewidywalną jej treścią? Czy nawet i szkodliwy wpływ na wiele społecznych tematów tabu, poruszonych w sposób nieodpowiedni i wręcz odpychający od zagłębienia się w ich niełatwe pola? Po przeczytaniu najnowszej powieści autorstwa Lucy Wild „Hannah”, skłaniam się ku każdej z tych refleksji, jednak wnioskiem, który nasuwa mi się na jej myśl najszybciej, jest niestety ta ostatnia wzmianka, której świadomość przed sięgnięciem po tę powieść z pewnością odstraszyłaby mnie od jej lektury. Jak bardzo może więc zranić granie ludzkim nieszczęściem, czy używanie kwestii tak delikatnych i poruszanych w społeczeństwie z niezwykłą kurtuazyjnością i strachem, jak wykorzystywanie seksualne, gwałt czy przemoc psychiczna do celów czysto komercyjnych, nie wchodząc zbytnio w psychologię pokrzywdzonej osoby, a korzystając z niej wyłącznie do opisania „płomiennego” romansu? Cóż, po skończeniu „Hannah” skłaniam się jednak ku przekonaniu, iż może, i to w daleko idącym stopniu. Lucy Wild w swojej powieści postanowiła bowiem zwrócić masową uwagę na coraz częściej w czasach zalewu historiami oscylującymi wokół #metoo omawiany problem, jakim jest przemoc seksualna, mając, podejrzewam, najlepsze chęci do tego, aby coraz większą część społeczeństwa na tę kwestię uwrażliwić. Niestety to, w jaki sposób jej główna bohaterka, której przeszłość po przekroczeniu progu zupełnie nowego świata, który miał dla niej stanowić pewne odgrodzenie od traum, jakie niegdyś przeżyła nieustannie daje się we znaki, ewoluuje na przestrzeni opowiadanej historii, jakie emocje żywi wobec przykrych doświadczeń, jakie finalne wnioski wypływają z tego dla czytelnika i w końcu, czy ten temat tak naprawdę jest filarem tej przedziwnej, infantylnej, w niektórych momentach nawet i upokarzającej prozy, do dziś pozostaje we mnie wielkim rozczarowaniem z rzadko spotykanym przy tego typu literaturze poczuciem zniesmaczenia. Powieść wpisująca się w kategorię literatury pięknej, z pozoru mająca poruszać wiele istotnych dla ludzkiego światopoglądu kwestii, szczególnie w dzisiejszych czasach, w których coraz bardziej otwieramy swoją wiedzę na wiele uciszanych przez lata problemów, co poniekąd stanowiło dla mnie główny powód, aby po nią sięgnąć, okazała się finalnie dziecinną, przegadaną, momentami niepoprawnie śmieszną i nużącą historią, po której, jakkolwiek powtarzalnie i groteskowo by to teraz nie zabrzmiało, czułam się całkowicie wyżętaz jakichkolwiek emocji. Jak do niej siadłam, tak ją zjadłam, bez żadnych inteligentnych i błyskotliwych wniosków oprócz tego, jak każdy kolejny bohater i każda następna perypetia „miłosna” spotykająca główną bohaterkę coraz bardziej odstręczały mnie od sięgnięcia po jej następne strony. Czym jest więc właściwie ta pełna sprzeczności, stanowczo nie umoralniająca, a przeciętna, nieodkrywcza i oparta na znanych nam z romansów i kiepskiej jakości erotyków schematach i fabularnych zagraniach?


Główna postać książki, dwudziestoletnia Hannah, czy jak woli być nazywana przez swoich najbliższych Haneczka, nieśmiała, wycofana, skrywająca przed światem pewną jej zdaniem rażącą informację na swój temat, pragnie rozpocząć całkiem nowe życie z dala od ludzi i widoków, które każdego dnia przypominają jej o koszmarze, jaki z odrazą zapamiętała jako swoje pierwsze seksualne doświadczenie. Dziewczyna wyjeżdża do Stanów, skąd pochodzi część jej rodziny, powoli klimatyzuje się jako świeżo upieczona studentka college’u, zostawia za sobą wszystko, co krzywdziło ją przez ostatnie lata, zaufanie pokłada tylko w najbliższych przyjaciołach, współlokatorce i koledze z wykładów, którym postanawia zdradzić swoją największą tajemnicę. Po przykrych doświadczeniach daleko jej do podjęcia decyzji o poważnym, stabilnym związku, jednak z czasem na horyzoncie pojawia się ktoś, kto do tej pory zdążył zrobić na niej, delikatnie mówiąc, dość niepochlebne wrażenie, jednak z każdym kolejnym spojrzeniem, z każdym gwałtownym wdechem drgającego, wilgotnego powietrza, kiedy dzieli ich od siebie jedynie kilka kroków, Hannah zdaje sobie sprawę z tego, iż nie jest w stanie dłużej kryć swoich uczuć wobec szkolnego bad boya, którego każdy kolejny wybryk zdaje się działać na nią coraz bardziej płomiennie i rozpalająco. Co jednak, jeśli ten nowy związek zamiast otworzyć przed nią nowe perspektywy na lepszą przyszłość, nieustannie będzie jej przypominał o nieszczęściu, jakie niegdyś przeżyła? Co, jeśli osoba, na której tak ogromnie je zależy, która obiecuje jej podjęcie starań o zmianę swoich nieakceptowalnych społecznie zachowań, finalnie okazuje się być jednostką toksyczną i antyuczuciową, zamiast wspomóc ją w najgorszych chwilach jedynie spychającą ją coraz głębiej w dół autoagresywnych myśli?


„Hannah” nieprzerwanie od chwili odłożenia jej na półkę stanowi dla mnie zagadkę, której wciąż, mam wrażenie, nie czuję się kompetentna rozwiązać. Nadal bowiem zastanawiam się: dlaczego w tak oklepaną, przeciętną literaturę niewysokich polotów autorka zdecydowała się wepchnąć wątek molestowania seksualnego, który na kartach tej powieści stanowi jedynie pewien pikantny dodatek, pewną niezwykle spłaszczoną i nieumiejętnie przeprowadzoną wzmiankę, która z głównej bohaterki stwarza jeszcze bardziej infantylną i łatwowierną kobietę, niż wynika to z jej równie dziecinnego zachowania? Być może lepiej byłoby pozostawić tę książkę tak przeciętna i niewymagającą jaka finalnie okazała się być, bez niepotrzebnego godzenia w wypaczony obraz osób pokrzywdzonych seksualnie?


I tutaj właśnie dochodzimy do sedna treści „Hannah” i wniosków, jakie wysuwają się po jej skończeniu: to powieść infantylna i nieposiadająca choć grama logiki, związku przyczynowo-skutkowego, głębszego sensu, jaki wyjaśniałby irracjonalne postępowanie głównych bohaterów, którzy nie dość, iż porozumiewają się ze sobą językiem płytkim i żenująco oklepanym, jak i ich równie nieprzewidywalne decyzje, które co kilkadziesiąt stron powodują kolejny zwrot akcji, stojący w kontrze i całkowitej skrajności do tego, o czym zapewniali nas bohaterowie jeszcze rozdział czy dwa wcześniej. Jestem zawiedziona i smutna, iż powieść z takim potencjałem okazała się być dla mnie nudna i męcząca, w szczególności, iż wyniosłam z niej kompletną odwrotność tego, o czym głośno przekonuje okładka i mało precyzyjny opis. Trudno znaleźć w powieści, która z refleksyjnej literatury pięknej nieoczekiwanie stała się słabym, pustym erotykiem i romansem wykwitłym gdzieś na obrzeżach rzeczywistości, w jaką jestem w stanie uwierzyć jakikolwiek pozytyw, czy punkt wyjścia, po którym mogę z czystym sumieniem stwierdzić, iż w pewnym stopniu czuje się usatysfakcjonowana chociażby psychologią postaci czy ogólnym światem przedstawionym, który w „Hannah” jest dosyć prosty, niewyszukany, nie ma w nim niczego, co mogło by swoją nieprzeciętnością czytelnika do niego przekonać. Ot, jedna z wielu historii osadzona w podobnym czasie, podobnych realiach, nie gwarantująca żadnej, nawet tej najbłahszej i najmniej wymagającej rozrywki.


Mówiąc tu o swoich wrażeniach po przeczytaniu „Hannah” nie mogę pozwolić sobie na ominięcie tak integralnego jej elementu, jak opis i zachowanie przewijających się przez nią bohaterów, których (w tym niezbyt pochlebnym, niestety sensie) z pewnością na długo jeszcze zapamiętam. Niemal każdy z nich jest w pewien sposób przerysowany – poznając ich losy, im bliżej miałam okazję poznać ich codzienne rytuały, tym bardziej czułam się, jakbym oglądała specjalistycznie zmontowane telewizyjne show, które w sposób zupełnie odrealniony, podkoloryzowany i zwyczajnie nieprawdziwy tysiąckrotnie podkręcało ich charakterystyczne cechy, co powodowało u mnie śmiech na wzmiankę o kolejnym takim samym zachowaniu każdego z nich, o postawach, jakie wobec siebie okazywali, przez całą książkę prezentując sobą ten sam powtarzalny schemat, który nużył i odtrącał. Warto tu również wspomnieć o istnym przykładzie antybohatera, od początku kreowanego na postać, która rokuje ku temu, aby wreszcie zmienić swoje podejście do świata, zmienić samego siebie pod wpływem silnego uczucia żywionego w stronę głównej bohaterki, po kolejnym i kolejnym fiasku, po którym kolejny i kolejny raz kłótnia zakochanych kwitowana jest kolejnym pięciominutowym pogodzeniem, sprawia, iż Hannah wreszcie przekonuje się, iż nie powinna zadawać się z mężczyzną, któremu jedynie prowizorycznie zależy na ich związku oraz jej pokiereszowanych, niestabilnych uczuciach. Przez całą ciągłość powieści chce się mimowolnie wykrzyczeć to głównej bohaterce w twarz, jednak za każdym razem przynosi to marny skutek, po którym Hannah znów podejmuje decyzje albo zupełnie nieracjonalne, albo wysnute pod wpływem chwilowego zauroczenia, albo z całkowitą świadomością swojego toksycznego przywiązania do nowo poznanego chłopaka. Wiele jest w tej książce motywów nienormatywnych, wspominkach o mniejszościach, problemach społecznych, które jednak w niewielkim jedynie stopniu poruszone przez autorkę nie są w stanie cokolwiek zmienić w światopoglądzie czytelnika. To historia z pozoru bardzo prosta, wręcz infantylnie banalna, lecz mimo takiej skromności w oryginalności jej treści, nie stroni ona od oklepanych zabiegów fabularnych, znanych frazesów i dialogów, które jak i pośród wielu powieści tego polotu cytować można niemal na pamięć. Wydarzenia dziejące się w życiu głównej bohaterki to istna paplanina niepotrzebnych zbiegów okoliczności, nieadekwatnych do jej wieku reakcji na spotykające ją sytuacje, każda kolejna awantura, po której nadchodzi czas na gorące, nieszczere pojednanie, czytelnika wymagającego nieco więcej adrenaliny i chociażby najmniejszego sensu od treści powieści powinna wystarczająco przekonać do tego, aby jak najszybciej tę książkę odłożyć i o niej zapomnieć.


„Hannah” to ogromne rozczarowanie, wymęczenie, brak kompatybilności zachowań bohaterów do ich faktycznego wieku, znane wszystkim romansowe sztuczki, które w żaden sposób nie usprawiedliwiają jednak jej dziecinności i powtarzalności. Nie jestem w stanie wymienić choć jednego bohatera, jednej sceny, która nie wzbudziłaby we mnie nuty prześmiewczego śmiechu i westchnienia pełnego niezadowolenia i znudzenia. „Hannah” to powieść, co do której wystosowałam być może stanowczo zbyt wysokie oczekiwania – być może usatysfakcjonuje ona wiernych fanów takich prostych, erotyczno-romantycznych historii, być może większość z nich uzna tę opinię za przytyki, na które w tego typu literaturze nie ma co zwracać uwagi. Mimo to czytelnikowi, który sięgając po pozycję z gatunku literatury pięknej ma ochotę zagłębić się w psychikę skrzywdzonej kobiety, chce razem z nią postarać się wykaraskać z problematycznej sytuacji, pragnie świeżym okiem spojrzeć na codzienne problemy spotykające mniejszości w dzisiejszym świecie, stanowczo polecam poszukać do tego czegoś znacznie bardziej odpowiedniego niż ta dziecinna, nieułożona powieść. Bo w „Hannah” nie ma miejsca na refleksje i sens – mieści ona jedynie frustracje, wzloty i upadki degenerata, który śmie nazywać się chłopakiem głównej bohaterki, lecz w rzeczywistości swoim groźnym, choć, o zgrozo, być może nawet i pociągającym niektórych wizerunkiem przykrywa fakt, iż dziewczyna, którą wykorzystuje, w rzeczywistości cierpi. Przykład historii z dobrym potencjałem, która zabłądziła niestety gdzieś o wiele za daleko od swojego pierwotnego celu.


Mary Kosiarz



Tytuł: Hannah
Autor: Lucy Wild
Data wydania: 22.01.2021
Ilość stron: 436
ISBN:9788382191684
Gatunek: literatura piękna
Wydawnictwo: Novae Res

39 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Pianola