• Blue Carmen

Cantoras (Carolina de Robertis)



Tytuł: Cantoras
Autor: Carolina de RObertis
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska 
Tytuł oryginału: Cantoras
Data wydania w Polsce: 15-06-2022
Liczba stron: 448
Wydawca: Albatros
ISBN: 978-83-6733-805-9

Pieśni, wierszy, filmów i powieści o wolności było już tysiące, kolejne tysiące ich zapewne postanie. Cantoras dokłada swoją cegiełkę do tego zbioru motywów, bo opowiada o wydzieraniu tejże wolności z rąk dyktatury. To opowieść pięciu kobiet o kobietach, ale nie tylko nich samych, to historia oferująca znacznie więcej, bo chociażby refleksję nad kwestiami zupełnie ludzkimi, podaną w lekko rozmarzonym, nienachalnym tonie. Wszystko rozgrywa się w egzotycznym, odległym naszemu kręgu kulturowemu Urugwaju.


Kobieca i bardzo sensualna, ale nie infantylna jest to powieść. Autorka przedstawia różne twarze kobiecej nieheteronormatywności, zgrabnie wymykając się nadmuchanemu patosowi, czy pustym frazesom o niezrozumieniu, które tylko ładne brzmią. Bardzo subtelnie i naturalnie wypadają w Cantoras wszelkie ekspozycje, autorka znakomicie radzi sobie z pokazywaniem za pomocą wydarzeń i fragmentów scen, o co dokładnie jej chodzi.


Technicznie książka jest raczej skierowana do tych, którzy cenią sobie snucie opowieści, dygresje, retrospekcje wplecione w narrację dotyczącą teraźniejszych wydarzeń, tworzącą z tymi skokami w przeszłość mozaikę. Mało tu dialogów, niektóre wydają się nieco wciśnięte na siłę, ale w związku z tym, że tekst w te partie jest ubogi, nie stanowi to szczególnej ujmy dla całokształtu. Te partie dialogowe też są konieczne, by ukazać to, co o postaciach dowiedzieć się można z narracji. Każda z pięciu głównych bohaterek dostaje szansę, na swoją opowieść, każda dostaje okazję do tego, by zostać zrozumianą i zauważoną.


Bardzo istotnym elementem jest tło historyczne. Autorka zabiera czytelnika do lat wojny domowej w Urugwaju. Władzę sprawuje wojsko, obywatele są kontrolowani, szpiegowani, każdy każdemu patrzy na ręce. Równocześnie Carolina de Robertis w żadnym stopniu nie używa tego trudnego dla społeczeństwa stanu by romantyzować fabułę, karykaturalnie i nienaturalnie obrazować uciśnionych, lecz pisze o wydarzeniach rozgrywających się w trudnych czasach. Czasach, które nikogo nie oszczędzają, a jednak życie jakoś toczy się dalej. Bardzo doceniam fakt, że autorka z ogromnym wyczuciem kreuje realia polityczne, nie wciskając czytelnikowi w oczy na każdym kroku informacji o sytuacji, w jakiej znalazło się urugwajskie społeczeństwo, bo o tym i tak nie da się zapomnieć.


W ogóle De Robertis pisze subtelnie i nie skupia się na detalach. Opowiada, prowadzi fabułę w swoim tempie, nie potrzebuje opisywać ze szczegółami każdej postaci, a równocześnie na tyle silnie działa na wyobraźnię odbiorcy, że nie jest konieczne wiedzieć, jakiego koloru włosy miały bohaterki, która nimi zarzucała, a która wiązała je w kok na czubku głowy. Nie, nikogo to nie obchodzi i całokształt wydarzeń w Cantoras broni się bez tych elementów. Wręcz uważam, że standardowa ilość takich wtrętów zepsułaby narrację.


To, jak de Robertis pisze sprawia, że czytelnika może nie raz najść ochota, by wcisnąć palec wskazujący w kartkę, uderzyć nim kilka razy szepcząc „No tak, tak właśnie jest”. I chyba to pisanie „w punkt” najbardziej mnie urzekło w Cantoras. Jak wspominałam, wolność została już ograna w różnych dziełach na mnóstwo sposobów, a w Cantoras ciężko szukać czegoś nowego w tym temacie, jednak na pewno jest to ważny punkt widzenia łączący trudne realia historyczne z łamaniem obyczajowego tabu tamtego okresu. To pozycja, która wymaga nieco cierpliwości i może nie będzie czytadłem dla każdego, ale na pewno każdego skłoni do refleksji i wywoła emocje – może smutne, może związane z żalem lub tęsknotą, ale niewątpliwie pozostanie w pamięci na dłużej.


Jagoda

59 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie