• Marta

Duma i furia czyli pierwsza część „Dworu srebrnych płomieni" Sary J. Maas



Tytuł: Dwór srebrnych płomieni. Część pierwsza
Tytuł oryginału: A Court of Silver Flames
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Marcin Mortka, Agata Suchocka, Aleksandra Stańczyk
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 4.1)
Data wydania: 2021-11-10
Liczba stron: 640
Wydawca: Wydawnictwo Uroboros
ISBN: 978-83-280-9283-9

Historia wydania Dworu srebrnych płomieni Sary J. Maas odbiła się szerokim echem w całym czytelniczym półświatku jeszcze zanim książka trafiła na półki księgarni. Niestety, po ostatecznych zapowiedziach wydawnictwa emocje rozczarowanych czytelników dosłownie eksplodowały, a powodów do tego było wiele. Po pierwsze polskie wydanie zostało podzielone na dwie części. Po drugie, chociaż obie części znacząco różnią się liczbą stron (pierwsza część ma ich 640, a druga zaledwie 304 czyli mniej niż połowa pierwszego tomu) to ich cena okładkowa różni się o zaledwie 5zł. Trzecim powodem długiej dyskusji były okładki, bo chociaż są one powiązane z fabułą, to trzeba przyznać, że nijak nie pasują do poprzednich tomów. Różnią się kolorem (są szare), układem no i rzecz jasna ilustracją. Wydawnictwo wybór okładki uzasadnia decyzją autorki, ale jednak faktem jest, że w wielu innych krajach zdecydowano się na zmianę tak aby kolejny tom pasował wizualnie do części dotychczas wydanych. Jednak żadna z tych trzech decyzji nie zaskoczyła mnie tak jak ta czwarta - tłumaczeniem Dworu srebrnych płomieni zajmowało się aż pięciu tłumaczy. W dodatku trzech tłumaczy zajmowało się pierwszą częścią, a dwoje zupełnie innych drugą. Tego jeszcze moje oczy nie widziały i chociażby z tych przyczyn po prostu musiałam sięgnąć po te książki. Umierałam z ciekawości jak pięciu tłumaczy może zajmować się przekładem w sumie jednej książki (bo przecież w oryginale jest to jeden tom)! Oczywiście, nie będę też oszukiwać - historia opisana w poprzednich tomach mnie wciągnęła, więc kolejnym powodem była zwyczajna ciekawość co dalej się wydarzy.


W Dworze srebrnych płomieni główną bohaterką jest Nesta Archeron. Najstarsza siostra Feyry nie może się pozbierać po wydarzeniach opisanych w Dworze skrzydeł i zguby. Podczas gdy Elaina wydaje się pogodzona ze swoim losem, Nesta zagłusza swoje emocje morzem alkoholu i przypadkowymi seksualnymi przygodami. Nie dba ani o siebie, ani swoje otoczenie. Jej wściekłość na to co się wydarzyło i na cały świat wydaje się nie mieć końca i Nesta nie pozwala nikomu o tym zapomnieć. W końcu jej rodzina, z Feyrą na czele, decyduje, że tak dalej być nie może. Nesta zostaje przymusowo przeniesiona do Domu Wiatru gdzie ma trenować pod okiem Kasjana i pomagać w bibliotece przy jednoczesnym odstawieniu tawernowych przygód. Jednak charakterna kobieta nie zamierza się poddać, jej duma, upór i siła nie pozwolą się łatwo stłamsić. Najstarsza z sióstr Archeron powoli poznaje otaczający ją świat i znajduje przyjaciół w zaskakujących miejscach, jednocześnie nieustannie odpychając najbliższych. Równocześnie gotująca się w niej moc pozostaje tak silna jak niezrozumiała dla wszystkich na Dworze co może mieć nieprzewidywalne skutki...


Nie od dzisiaj wiadomo, że Sarah J. Maas uwielbia swoich bohaterów - niechętnie ich uśmierca (a praktycznie tego nie robi), za to każdego chce szczęśliwie wyswatać. Nie spodziewałam się by w tej części historii stało się inaczej. Natomiast inną dosyć ciekawą cechą autorki jest to, że naprawdę zgrabnie przeskakuje narracją pomiędzy swoimi bohaterami. Tak jest i tym razem - po trzech częściach, w których zdecydowany prym wiodła Feyra, teraz przyszedł czas na Nestę i muszę przyznać, że w pierwszym tomie Dworu srebrnych płomieni jej historia jest naprawdę przekonująca, ciekawa i odmienna od pozostałych. Podoba mi się to jak Sarah J. Maas opisała Nestę, jak pozwoliła jej się stoczyć, znienawidzić i żyć w swojej pielęgnowanej wściekłości. Podczas gdy bliscy wywoływali w niej frustrację, nowo poznane koleżanki przekonały ją do drobnych zmian i ustępstw. Nesta okazała się bardziej charakterna niż Feyra i to było dla mnie przyjemną odmianą, bo nie da się ukryć, że czasami pani Maas wpadała w sidła schematycznych rozwiązań.

Jeśli chodzi o fabułę, to okazała się zaskakująco ciekawa chociaż część rozwiązań uważam za wymuszone. Nie mniej, wciągnęła mnie walka Nesty z własnymi demonami, jej powolne oswajanie sytuacji. Podobne odczucia miałam po lekturze Dworu mgieł i furii - podobały mi się rysy na perfekcyjnym obrazie bohaterów. Dwór szronu i blasku gwiazd to były przesłodzone pieśni pochwalne pod adresem postaci, a już zwłaszcza Rhysa. Szczęśliwie ta część burzy ten idealny obrazek pozwalając nam zobaczyć bardziej żywych bohaterów. Dodatkowo, każda książkoholiczka poczuje się lekko przekupiona historią biblioteki i pracujących w niej kapłanek, a ja nie byłam wyjątkiem. Skądinąd biblioteczny cień, który spoglądał na Nestę był jednym z najciekawszych wątków, podobnie jak jej relacja z Domem wiatru albo z Kotłem. Wciąż za mało mi historii pozostałych dworów - po każdej części nie tracę nadziei, że kolejna da mi więcej informacji i chociaż zawsze autorka uchyla nieco bardziej rąbka tajemnicy, to wciąż są to bardziej skrawki informacji niż jakikolwiek pełny obraz podobny tym, które mogliśmy przeczytać na temat Dworu wiosny czy Dworu nocy.


- Jak było w bibliotece? - spytał, gdy usiadła naprzeciwko niego. - Nic nie próbowało mnie dziś zjeść, a więc w porządku.


Zanim dorwałam Dwór srebrnych płomieni nasłuchałam się, że to jest tani erotyk zanurzony w fantastycznej fabule. Akurat tani to on na pewno nie jest. Jednak muszę przyznać, że sceny erotyczne są i to długie, dosadnie i wulgarnie opisane. Również w poprzednich częściach mogliśmy zauważyć ich rosnącą liczbę, a ja już wtedy miałam na ten temat mieszane uczucia - w Dworze srebrnych płomieni sceny erotyczne zajmują więcej miejsca niż w jakiejkolwiek wcześniejszej książce autorki. Nie będę ukrywać, że nie do końca odpowiada mi kierunek, w jakim to zmierza, bo de facto przed kwalifikacją tej książki jako erotyk fantastyczny chroni ją chyba tylko jedno - niezła fabuła. Gdyby każdą scenę seksu skrócić o 3/4 to książka sporo by na tym zyskała i to pod wieloma względami, bo również język tych opisów budzi moje wątpliwości.

To sprawia, że płynnie przechodzimy do kolejnego zagadnienia - nie ma we mnie litości jeśli chodzi o tłumaczenie. Z jednej strony dostajemy słowa takie jak "drobiąc" czy "utensylia", a z drugiej "jakby przed chwilą porządnie jej nie wygrzmocił", co sprawia, że mnie osobiście brakowało w tym tekście spójności. Moja wersja zawiera dopisek "egzemplarz dla mediów przed ostateczną korektą" i naprawdę mam nadzieję, że tak jest, bo sporo było również niezręczności - błędne odmiany, bezsensowne zdania pozbawione kontynuacji albo orzeczenia, problemy w dialogach (z fabuły wynikało, że kolejne, wyraźnie oddzielone od siebie linijki dialogów, wypowiadała ta sama osoba), niewłaściwy podmiot w zdaniu. Mocno trzymam kciuki by ostateczna korekta te elementy poprawiła. Z językiem tłumaczenia nic już się nie zrobi, pozostaje mieć nadzieję, że przy okazji kolejnych części wydawnictwo nie będzie już robić takich szaleństw. Oczywiście warto też dodać, że starym zwyczajem ktoś się rozpadał, ktoś podwijał palce i tak dalej, ale to już znak rozpoznawczy autorki, więc nie jest to dla mnie zaskoczeniem i nie ma to żadnego związku z jakością tłumaczenia.

W cyklu Dworów jest coś magnetycznego, co sprawia, że z chęcią sięgam po kolejne tomy, mimo oczywistych niedoskonałości. Polubiłam bohaterów i to jak przedstawia nam ich Sarah J. Maas. Zaintrygowała mnie też fabuła, która faktycznie wciąga. Jednak muszę przyznać, że Dwór srebrnych płomieni, pomimo naprawdę dużego potencjału, nie rzucił mnie na kolana. Mimo wszystko nie poddaję się, chcę wiedzieć jak ta historia się skończy! :)


#DwórSrebrnychPłomieni #SarahJMaas #fantastyka #Uroboros


Zrecenzowała: Marta z bloga W sercu książki

63 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie