• PoważnieNiepoważny

Go-łem-biar-ność

Wiktor Hajdenrajch - Dopaść Leona Waganta

AUTOR: Wiktor Hajdenrajch


TYTUŁ: Dopaść Leona Waganta


GATUNEK: science-fiction


DATA WYDANIA: 17.05.2021r.


WYDAWNICTWO: Novae Res


ISBN: 978-83-8219-348-0


ILOŚĆ STRON: 450


OCENA: 7/10

Czy książka Pana Hajdenrajcha to pozycja o podróżach w czasie? Tak, ale sama podróż stanowi tu zaledwie tło pod główne wydarzenia i jest jedynie narzędziem, za pomocą którego autor próbuje nam coś przekazać. Główny antagonista – Nelson przez nieuwagę Profesora i jego Asystenta ucieka. I pytanie, które warto by zadać, to nie – gdzie, a raczej kiedy? Przenosi się bowiem w czasie kilkadziesiąt lat wstecz i staje tytułowym Leonem Wagantem, którego wspomniany Profesor będzie się – również zgodnie z tytułem – starał dopaść. A musi to zrobić najlepiej jak najszybciej, ponieważ każda ingerencja w czas przeszły niesie za sobą nieodwracalne skutki odczuwalne w przyszłości. Wybitny znawca temporalistyki zdaje się to doskonale rozumieć, dlatego wyrusza, powiedzmy, że niezwłocznie na poszukiwania. Ląduje w polskich latach siedemdziesiątych i chciał nie chciał musi improwizować, ponieważ do życia w tym środowisku nie jest zupełnie przygotowany.


„Dopaść Leona Waganta” to zlepek kilku gatunków. To z całą pewnością science-fiction. Pierwsze skrzypce gra tu chyba jednak przepychająca się do pierwszego rzędu obyczajówka osadzona w czasach mi akurat znanych jedynie z opowieści. Na tym oczywiście nie koniec, ponieważ znalazło się tu całkiem sporo miejsca także na komedię. Praktycznie całą pozycję autor osadził w groteskowym sosie.


Książka składa się z kilku rozdziałów, w których naprzemiennie Pan Hajdenrajch tłumaczy krok po kroku fizyczne zawiłości w myśl podróży w czasie (i sam już nie wiem czy cokolwiek z tego ma jakieś logiczne uzasadnienie w rzeczywistości, czy jest abstrakcyjnym naukowym odlotem ulepionym jedynie z autorskiej wyobraźni), a następnie rzuca bohaterów w fabularne tło i mamy okazję zaobserwować, jak wszystko, co zostało opisane rozdział wcześniej za pomocą zawiłych naukowych słów, powoli się spełnia.


W powieści już od samego początku widać połączenie absurdu (czasem aż do przesady) z wytykaniem ludzkiej głupoty. Czy ja tego już gdzieś nie widziałem? Hmmm. Vonnegutowski zapaszek czuć tu wystarczająco intensywnie. A może to tylko pocovidowe zmiany w powonieniu?

Kolejna sprawa zasługująca na uwagę to fakt towarzyszenia bohaterom przez samego autora, choć nienamacalnego, ale porozumiewającego się zarówno z nimi, jak i z czytelnikiem. Dawno nie spotkałem się z tego typu narracyjną wariacją, więc jeśli miałbym rzucić tu jakimś tytułem, gdzie narracja jest podobna, miałbym problem.


Zbliżając się ku końcowi, omówmy sobie krótko to, o czym powieść jest naprawdę. Sam autor z końcowej okładki informuje nas o tym, że fascynuje go styk ludzi i polityki, proces zabierania wolności człowiekowi na jego własne życzenie, mechanizmy władzy. Lubi obserwować ludzi w ich paranoicznym pędzie do samozagłady. Myślę, że treść tej książki jest idealnym powyższego odzwierciedleniem. Za pomocą wyśmiania, Pan Hajdenrajch obnaża kuriozalne niekiedy zachowania polskiej społeczności w latach odpowiednio 70, 80 i 90 ubiegłego wieku. Przedstawia na zasadzie wyolbrzymionych karykatur wszystko to, co być może niewidoczne, ale jakże istotne. Taką wizję świata można by nazwać alternatywną, jednakże jedynie pod względem nazewnictwa. Sztuczna sakralizacja, nagięta interpretacja absolutnie każdej dziedziny życia w sposób wygodny tylko dla siebie, wszechobecny egoizm i przekonanie o tym, że moja racja jest mojsza niż twojsza z "bo tak", jako jedynym argumentem - nie pozwalają tego kawałka polskiej historii nazwać alternatywną, ponieważ jest zwyczajnie prawdziwa. I jedno z pytań, jakie nasuwa się po jej przeczytaniu to, czy czasy współczesne różnią się aż tak bardzo pod względem wyżej wymienionych kwestii od tych minionych? Na przestrzeni lat zrobiliśmy jako ludzie olbrzymie postępy w myśl nauki i technologii. Życie jest coraz bardziej ułatwiane, komplikujemy je sobie sami na własne życzenie.


Do słów Benjamina Franklina, który swego czasu powiedział, że pewne w życiu są tylko śmierć i podatki, dodałbym jeszcze jedno. Ludzka głupota. Choć z roku na rok, patrząc na rozwój cywilizacji, waham się co do tego pierwszego…


Ode mnie za całokształt siódemeczka.

30 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie