• PoważnieNiepoważny

GoTowe smaczki serialowe

James Hibberd - Ogień nie zabije smoka

TYTUŁ: Ogień nie zabije smoka TYTUŁ ORYGINAŁU: Fire Cannot Kill a Dragon: Game of Thrones and the Official Untold Story of the Epic Series AUTOR: James Hibberd WYDAWNICTWO: W.A.B. DATA WYDANIA: 12.11.2020r. LICZBA STRON: 528 ISBN: 978-83-2808-442-1

OCENA: 7/10











Jeżeli nie znacie tej epickiej, powstającej w bólach, chłodzie, krwi i pocie produkcji HBO, a Pieśń Lodu i Ognia czeka gdzieś (być może na półce?) spokojnie na swoją kolej, nie radzę sięgać po ten bogaty w fandomowe smaczki tomik. No chyba, że ktoś jest spojlerowym masochistą.


Zastanawiam się jak wiele takich jak ta pozycji musi jeszcze powstać, zanim okaże się, że tego wyciśniętego do maximum kotleta już naprawdę odgrzewać się nie da. Być może w momencie, w którym zabraknie nieodkrytych ciekawostek dotyczących Gry o Tron, autorzy przerzucą się na kilkusetstronicowe wywiady z poszczególnymi aktorami i aktorkami, ukierunkowane właśnie na ten rozdział z ich życia zawodowego? Wiemy co się działo na planie serialu, bo widzieliśmy to na ekranach. Dzięki Pani Kim Renfro poznaliśmy ciekawostki dotyczące tego, co działo się poza zdjęciami. Teraz dzięki Panu Hibberdowi wzbogaciliśmy swoją wiedzę o fakty związane z radzeniem sobie gwiazd, chociażby z pokazaniem nagości na planie filmowym oraz trudnością pogodzenia się z czasem od ostatniego klapsa do dziś w myśl wielkiego przywiązania do swoich serialowych postaci. I… na tym moim zdaniem powinno się skończyć pisanie GoTowych ciekawostek. Bo można niebawem przedobrzyć…


Ale dobra, dosyć narzekania. Przecież nie od dziś wiadomo, że każdy chce zarobić. Nikt do czytania tego typu pozycji nas nie zmusza. Ta historia moim zdaniem stanowi granicę, po przekroczeniu której (czyli wraz z wydaniem kolejnego „nigdy nigdzie nikomu nieopowiedzianego tomu smaczków) może już się zdarzyć przesyt i ulanie.


Moje narzekanie nie jest w żadnym wypadku wymierzone w kierunku książki Pana Hibberda. Serial, choć z początku nie przypadł mi do gustu w ogóle, potem zawładnął mną całkowicie. Dzięki takim książkom jak „Ogień…” mamy okazję non stop odświeżać sobie to uniwersum. Martwi mnie jednak duże prawdopodobieństwo przepompowania tej epickiej ekranizacji i spowszednienia poprzez wydawanie kolejnych coraz to nowszych tego typu historii.


„Ogień nie zabije smoka” jak widać na pierwszy rzut oka z okładki to – „oficjalna, nigdy nieopowiedziana historia epickiego serialu”. Znajdziemy tu mnóstwo ciekawostek uszeregowanych chronologicznie od czasów sprzed pierwszego klapsa (np. jak to było na castingach) do momentu rozpaczy i niedowierzania po nakręceniu ostatnich zdjęć. Książkę głownie stanowią cytowane wypowiedzi m.in. aktorów, producentów, reżyserów i samego George’a R. R. Martina, zgrabnie połączone przez autora książki. Bardzo często wspomina się tu o sposobach radzenia sobie podczas kręcenia scen rozbieranych, nie to jednak było dla mnie najciekawsze. Coś, co mnie zaskoczyło, to fakt niesamowitego łutu szczęścia powielanego przez cały okres produkcji wraz z tożsamymi zbiegami okoliczności, które razem doprowadziły do powstania tej ekranizacji w ogóle i to powstania w epickiej jakości jeśli chodzi o całokształt. Długie godziny spędzone w ujemnych temperaturach, wielokrotnie kręcone duble, konieczność rozwiązania problemów z możliwością „ucieczki” niektórych aktorów do innych (być może bardziej kasowych lub uderzających po prostu w ich gust) produkcji, zmiana ludzi na stanowiskach odpowiadających za poszczególne elementy produkcji, bardzo ograniczony budżet w myśl kręcenia efektów specjalnych i co za tym idzie konieczność zastąpienia ich niekiedy… czymkolwiek, byle widz się nie zorientował i wreszcie ważna umiejętność przedstawienia ekranizacji książki, autor której wielokrotnie powtarzał, że stworzył ją w taki sposób, żeby zekranizować jej się nie dało. To tylko kilka z problemów, z którymi borykali się ludzie zaangażowani w powstawanie tego dzieła. Weiss i Benioff mieli naprawdę ciężki orzech do zgryzienia zaczynając z Grą o Tron. Połączyć wszystko w jedną całość i wprawić w ruch ten zlepiony niczym bajaderka mechanizm nie było łatwo. Ale o tym nie dowiedzą się Ci, którzy nie sięgną po zakulisowy przewodnik (chyba można tak to nazwać?) „Ogień nie zabije smoka”. Bardzo łatwo jest jednak oceniać i powtarzać w kółko jak to Panowie DDcy nie spieprzyli ostatniego sezonu…


Troski, żarty, opowieści (często z życia prywatnego), przyzwyczajenia, przygotowania do ról i wiele wiele innych zagadnień, którymi dzielą się z nami aktorzy na łamach tej książki, okraszone są finalnie zdjęciami z planu.

13 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie