• PoważnieNiepoważny

Idiota?

Fiodor Dostojewski - Idiota


AUTOR: Fiodor Dostojewski


TYTUŁ: Idiota


GATUNEK: literatura piękna


DATA WYDANIA: 01.09.2021r.


WYDAWNICTWO: MG


ISBN: 978-83-7779-368-8


ILOŚĆ STRON: 656


OCENA: 5/10





Lubię porównywać literaturę piękną do silnego, skutecznego leku. Niewątpliwie wśród nich są te jednocześnie smaczne i pachnące i pomocne na pewne dolegliwości. Jednak przeświadczenie, z którym żyje, o tym, że lek skuteczny to lek gorzki i im bardziej obrzydliwy, tym lepszy nie wzięło się znikąd. Bardzo podobnie było z szeregiem klasyki literatury pięknej, której jednym z najwybitniejszych przedstawicieli w myśl twórczości jest Fiodor Dostojewski. Jego „Idiota” potwornie mnie wymęczył i poniekąd oszukał. To pierwsze zostało spowodowane faktem takiego zagmatwania treści, takiej mnogości zwrotów akcji i relacji pomiędzy postaciami, że przyjemność z czytania zacząłem odczuwać dopiero pod koniec. Raz po raz plątane, rozsnute przez autora fabularne nici, mimo iż pod względem scenerii podobne do "Mody na sukces", czyli zamknięte na długi czas w jednym domostwie (a często jednej izbie), jakoś dziwnie ciągnęły mnie dalej. Być może dlatego, że czując się oszukany przez początek opisu z tylnej okładki książki, starałem się uparcie znaleźć odpowiedź na dwa zasadnicze pytania. Dlaczego „Idiota” może uchodzić za jedno z największych dzieł Dostojewskiego i… jak wygląda wnętrze ludzkiej duszy, do odkrycia którego wzywa nas ów opis przez pryzmat tego, iż jest to powieść najgłębiej badająca jej mroczne tajniki. Nie wiem jak, nie wiem kiedy i nie wiem dlaczego, mimo wymęczenia tą pozycją, cieszę się, że za nią chwyciłem. Ciężko było przebrnąć przez meandry zamysłu autorskiego żłobiące karty powieści, ale na koniec wyszedłem z tego bogatszy o pewne doświadczenie i wyposażony w kolejny bagaż przemyśleń.


Głównego bohatera powieści, który jeszcze nie wie, że lada moment zostanie okrzyknięty tytułowym idiotą, poznajemy podczas podróży pociągiem. Bez grosza przy duszy i jakiegoś bliżej sprecyzowanego celu, wysiada on chyba gdzieś w Petersburgu i praktycznie od razu zostaje uwikłany w pierwszą z kolei intrygę. I to w zasadzie wszystko, co można powiedzieć na wstępie o zarysie fabularnym. Każda następna strona to coraz więcej przykładów tego, jak bardzo książę Lew Mikołajewicz Myszkin daje się wykorzystywać w swojej naiwności, przez plugawe, brylujące osobistości, do ich osobistych celów.


Co stanowi wartość tej książki? Portrety psychologiczne postaci. Kto jak kto, ale Dostojewski wielokrotnie udowodnił, jak umiejętnie potrafi otworzyć przed czytelnikiem wnętrza bohaterów swoich powieści, tak, aby ten miał bezpośredni wgląd do wielkiego wachlarza ich osobowości. Czy da się jednocześnie podejrzeć, kto jest w środku piękny, a kto zgniły? Nie do końca. I to jest w „Idiocie” urzekające. Tak naprawdę do samego końca nie wiemy kto jest godny zaufania, kto nie, a to przez fakt wielokrotnej zmiany stanowisk bohaterów. Ci się bratają, a za chwilę ci sami sobie skaczą do gardeł. Znajdziemy tu przykład tego, że miłość jednak można kupić, a nawet najgorsze przestępstwo ot tak może zostać przebaczone. Książę Myszkin to postać tajemnicza, którą po trochu wraz z każdą następną stroną odkrywamy. Jednak przez większą część „Idioty” doświadczamy również oscylowania wątków dookoła dwóch postaci kobiecych o teoretycznie kontrastujących ze sobą cechach charakteru, a w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobnych. Serce księcia zostaje rozdarte pomiędzy te dwie bałamucące wybranki.


Tytułowym „Idiotą” nakazuje nam nazywać księcia prawie każda ważniejsza postać przewijająca się przez książkę. Wydaje mi się, ze nie trzeba się jednak jakoś specjalnie wysilać, żeby zauważyć, że idiotami są tak naprawdę wszyscy poza księciem. Łasi na zysk, pazerni na bogactwa, obrażeni na świat, kiedy nie dostaną tego, co im się według nich należy, pseudopiękni w środku, ślepo kreujący swoją własną rzeczywistość w koteriach. Czytelnik, który nie dostrzeże tego w porę i powtórzy za nimi wszystkimi wyzwiska uderzające w księcia Myszkina, może uchodzić za ponadczasowy przykład upupienia. Książę, żyjąc spontanicznie, zdaje się być wielką twierdzą, od której odbijają się raz po raz wszystkie oszczerstwa. Mimo, że nie ma jasno obranego celu, nie pozwala także na to, aby wyznaczyli mu go ludzie, których spotyka. Złość i pożądliwość ludzka tylko czyha na to jak wykorzystać jego naiwność. Niestety – sukcesywnie.


Oprócz profesjonalnej prezentacji psychologicznych portretów bohaterów, moją uwagę przykuła jeszcze jedna sprawa. Kilka postaci co jakiś czas dywaguje na temat potencjalnych odczuć osoby skazanej na śmierć ułamek sekundy przed nią. Czy w momencie, w którym uświadamiasz sobie, że za kilka sekund umrzesz, czujesz paraliżujący strach? Smutek? A może właśnie wtedy uruchamiają się jeszcze inne skrywane emocje rozrywające Cię od środka? Niestety nie dane mi było cieszyć się z czytania o tym wystarczająco długo. Rozmowa, mimo iż parokrotnie do niej wracano w różnym składzie, bardzo szybko się kończyła, a mnie pozostawiała z ogromnym niedosytem.


Książkę wbrew pozorom polecam. Ale tym z Was, którzy albo lubują się w twórczości Dostojewskiego i kochają go za całokształt, albo tym, którzy chcą przeczytać tzw. klasyka literatury pięknej, a masochizm im nie straszny.

9 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie