• mariakosiarz

Ja jestem Tobą, Ty jesteś Mną - recenzja "Tippi i ja"


Od wczesnego dzieciństwa być stale przyzwyczajonym do braku prywatności i zmuszonym do podporządkowania się rygorystycznym wymaganiom środowiska. Patrząc w lustro, obserwować nie jedno, lecz dwa ciała, które wyglądem i strukturą zdecydowanie odbiegają od aparycji pozostałych dzieci w piaskownicy, przez co być też otwarcie narażonym na krzywdzące odzywki i pogardliwy wzrok rówieśników i podsycających ich nienawiść opiekunów. Przez lata nie pielęgnować w sobie żadnej poważnej pasji, mając na uwadze własną ułomność i brak perspektyw na długie i satysfakcjonujące życie. Trzymać się z dala od miłości i zakochania, mając świadomość, iż to złudne uczucie nigdy nie skończy się happy-endem, a przy najmniej opłakanych skutkach poważnie ugodzi w serce ukochanego… Wizja rodem z koszmaru, którego nikt z nas nie chciałby otrzymać w spadku po rodzicach? Czy życie bliźniąt syjamskich, takich jak Grace i Tippi to faktycznie tragedia w każdym tego słowa znaczeniu, bez możliwości wyboru łatwiejszej ścieżki życia? Bez obaw, to wszystko zupełnie naturalne - to, jakie wątpliwości i dyskomfort krąży w tej chwili w waszych myślach. Bo postrzegane przez nas jako pokrzywdzone przez los syjamskie bliźnięta, złączone w jedno ciało, porozumiewające się ze światem dzielonym wspólnie rytmem nie stają przed wyborami dotyczącymi wszystkich nas, a co za tym idzie – ich przeżycia za każdym razem staną w kontrze do problemów, z jakimi zmaga się osoba ,,pojedyncza’’. Zdrowie to dla nich kwestia wieloletnich negocjacji z losem, który bezustannie igra z nim na ostrej linii ognia, kiedy każda infekcja, wdająca się w ich układ odpornościowy potrafi z zabójczą intensywnością narazić je na nieodwracalne powikłania. Indywidualne marzenia, plany, ambicje żywione przez każde z nich z osobna są jedynie ucieleśnioną wizją niosiągalnego edenu, wywindowaną w stronę nieba abstrakcją, której przenigdy nie będą w stanie ziścić w zastałej je rozczarowującej rzeczywistości. Przyklejone ciałem do ciała, duszą do duszy, oddechem do oddechu od pierwszego świadomego wdechu aż do ostatnich wspólnych dni walczą ze słabościami i pretensjami do istot wyższych, które zesłały na ich niestabilną i kruchą ziemię piekło.


Niezwykle delikatną materię, owianą płachtą tabu i niewypowiedzianego cierpienia, jaką jest temat funkcjonowania w społeczeństwie bliźniąt syjamskich oraz ciężkich zmagań ich codzienności, poruszyła książka, o której z jednej strony, dla odpowiednio sporej szansy na to, aby czytelnik sam zagłębił się w tę wyciskającą łzy historię - nie powinnam zdradzać absolutnie niczego - jednak która wstrząsnęła moim sercem do tego stopnia, iż trudno mi trzymać się na baczności przy wymienianiu kolejnych i kolejnych jej fenomenalnych aspektów. ,,Tippi i ja’’ autorstwa Sarah Crossan jest bowiem jedną z bardziej oryginalnych, poruszających, celujących prosto w duszę powieści, po jaką udało mi się sięgnąć w ostatnim czasie. I nie jest to tylko kolejny stek rzuconych od niechcenia pochwalnych epitetów bez pokrycia, którymi właściwie mogłabym zakończyć swój wywód na jej temat z dodaniem końcowego „Błagam, czytajcie!” – to książka, dzięki której bohaterkom wzbudziłam w sobie często zanikającą pośród nawarstwiających się problemów chęci do życia i spędzenia go wśród osób, które szczerze kocham, póki jeszcze w nim uczestniczą – póki są częścią mnie, podobnie jak obie główne bohaterki nazywają siebie dwiema częściami jednego obopólnego organizmu. Jej poetycka dosłowność, która bez ogródek i literackiego upiększenia ukazała udręki i wzloty kochających sióstr bliźniaczek, od dziecka przywiązanych do swojego towarzystwa i nie dzielących między sobą żadnych sekretów, jest prozatorskim majstersztykiem; doświadczeniem, po jakim ciężko trzymać nerwy na wodzy, nie wnikając do świadomości Grace i Tippi, nie wychwytując spośród ich inspirujących cytatów największych życiowych mądrości. Nie przywiązując się do nich jak do najbliższych przyjaciółek, których, przynajmniej do pewnego momentu, tak rozpaczliwie im brak.

W ,,Tippi i ja’’ narrację pierwszoosobową przejmuje jedna z bliźniaczek, Grace, zapraszająca czytelnika do swojego domostwa, w którym próżno doszukiwać się zwyczajności i przeciętności – rodzinną wizję nienagannej przyszłości boleśnie reflektuje fakt pojawienia się na świecie bliźniaczek połączonych ze sobą nogami, od dziecka traktowanych wedle wymagań dzieci specjalnej troski. Do pewnego etapu nie decydują się one nawet na uczestnictwo w życiu szkoły i kontakty z rówieśnikami, obawiając się bolesnego wykluczenia i zbytniego wysiłku fizycznego, jaki mógłby pogorszyć ich trwale niestabilną kondycję. W swej codzienności, zupełnie odmiennej od reszty ludzi w ich wieku, pojawia się jednak element wiary i uciechy, kiedy z chwilą przekroczenia progu szkoły średniej otaczają się duetem przyjaciół, który wspiera i koi ich troski, wzbudzając w dziewczętach iskrę nadziei i odwagi do pobierania z życia jak najwięcej, póki obie siostry los obdarza taką sposobnością. Jednak ilość i powaga kłopotów, jakie stają im na drodze z czasem drastycznie się zwiększa – rodzicom kończą się fundusze na dalsze pokrywanie leczenia, ich młodsza siostra wdaje się w toksyczną relację z jedzeniem, co z biegiem czasu krok po kroku przybliża ją do anoreksji, Grace bez pamięci zadurza się w nowopoznanym koledze, lecz ma świadomość, iż nieuchronnie przyniesie jej to tylko i wyłącznie opłakane skutki… Bliźniaczki z każdym rozpoczętym dniem odczuwają zmianę w swoim funkcjonowaniu, dyskomfort pojawia się w najprostszych czynnościach, coraz częściej na horyzoncie czai się kwestia ich ostatecznego rozdzielenia, co w ich późnym już wieku i stanie fizycznym jest korektą dalece ryzykowną i szalenie niebezpieczną… Czas jednak ucieka, a perspektywa spędzenia wspólnie reszty życia staje się jedynie mglistym pomrukiem nadziei, jaka być może – na zawsze pozostanie dla nich ponętnym pożądaniem po drugiej stronie lustra.


Książka Sarah Crossnan wykończyła mnie emocjonalnie. Wyżęła z odczuć, które siedziały we mnie przed sięgnięciem po tę lekturę, aby całkowicie wepchnąć mnie w świat Tippi i Grace, a finalnie wywołując poważnego, dawno nie zaznanego książkowego kaca. Nie pamiętam ostatniej pozycji, która w tak wyjątkowy sposób zaangażowała mnie w swój nietuzinkowy temat, niezwykle ważny przekaz i integrującą pokolenia wymowę, jaka ze wszystkich elementów składających się na ,,Tippi i ja’’ urzekła mnie chyba najbardziej. Crossnan nie posłużyła się tutaj bowiem narracją typową dla jakiegokolwiek typu powieści – relacja Grace, która pozwala nam przeniknąć do swojej dzielonej na dwoje codzienności prowadzona jest w sposób bezczelnie prosty i rzucany niemal od niechcenia. Jedynie kilkuwersowe wypowiedzi, skromne gabarytowo sformułowania, jakie składają się na jej wyraz wystarczą do tego, aby swoją bezpośredniością ugodzić w serce i wzruszyć do łez. Bohaterkami książki rządzi niepewność – co do ziszczenia się planów na przyszłość, czy dadzą radę jako wieczne towarzyszki, czy ich łączność nie przeszkodzi im w realizowaniu potrzeb swojej prywatności i czerpaniu przyjemności z tego pokręconego życia. Mimo wszystkich negatywów, jakie napotykają, pała od nich niespotykany optymizm i cięte poczucie humoru, przez co charaktery tych obu ekstraordynaryjnych bohaterek to powód, dla którego tak głęboko przywiązujemy się do całej historii ,,Tippi i ja’’. To Grace i Tippi są dla nas najważniejsze. To one uczą nas, czym jest zwichrowane życie od kuchni – dlaczego szkoda im czasu na kłótnie niemające racjonalnego, sensownego podłoża, dlaczego każda podjęta decyzja jest dla nich odpowiedzialnością na wagę złota. Czemu każdy dzień, w którym mają siłę wspiąć się na szkolne piętro jest dla nich jak wygranie całej dostępnej do zgarnięcia puli. Dają nadzieję i siłę, stając się symbolami heroizmu przejawianego na dziesiątki sposobów – od rezygnacji z osobistych marzeń dla dobra wyższego, czy codziennych niewielkich ustępstw, jakie gwarantują im bezkonfliktową codzienność, po wsparcie, jakim obdarzają zagubioną siostrę, która nie potrafi uchronić się przed pokusami zaburzeń odżywiania. Z prawie każdej sentencji skomponowanej przez Sarah Crossan można wynieść pokaźną ilość wskazówek i uproszczeń, jakie wdrożone do codzienności czytelnika, są w stanie przewrotnie zmienić nasze podejście nie tyle co do uprzedzeń związanych z osobami cierpiącymi na nietypowe schorzenia, ale przede wszystkim uwrażliwiają na te niewielkie dobra, jakie czynione na co dzień znacznie ułatwiają funkcjonowanie w społeczeństwie charakteryzującym się empatią i tolerancją.


Temat każdej niepospolitej choroby poruszany na każdej przestrzeni sztuki grozi przesłodzeniem charakterów głównych cierpiących, zniekształceniem obrazu ich prawdziwego życia, czy też zbytnim emocjonalnym nacechowaniem ich życiorysów, przez co sam kontekst i celowość opisu ich zmagań traci na wiarygodności, a przeobraża się w naiwną opowiastkę bez pokrycia. Autorka „Tippi i ja” edukuje i uwrażliwia czytelnika, jednocześnie nie przesadzając z natężeniem oczywistej dla owej tematyki dramaturgii, a wdzięcznie oddaje wsparcie i autentyczność płynące ze swych spostrzeżeń. ,,Tippi i ja’’ dobija swą bezpośredniością, przytłacza zakończeniem, które nie dość powiedzieć dewastuje emocjonalnie i nie pozostawia na odbiorcy suchej nitki, nieprzemoczonej bólem, żalem i niesprawiedliwością, jednak, być może nawet i z powodu tego ciężkiej pustki, jaką zostawia w sercu ta książka po prostu warto się jej oddać. Jest niepowtarzalnie oryginalną, błyskotliwą, zdecydowanie odbiegającą od wszelkich innych historii opowiadających o skomplikowanej siostrzanej relacji aż po grób. To dawka nadziei i wewnętrznego ciepła w czasach, kiedy każda chwila dzielona z najbliższymi jest dla nas na wagę złota. Korzystajmy z nich, tak, jak uczą nas tego Grace i Tippi – pomimo wszystko, dla tego, co mogą nam one podarować.


Mary Kosiarz


Tytuł: Tippi i ja
Autor: Sarah Crossan
Data wydania: 01.11.2019
Wydawnictwo: Dwie Siostry
ISBN: 9788381500302
Gatunek: literatura piękna, literatura młodzieżowa
Tłumaczenie: Małgorzata Glasenapp
42 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Pianola