• Monika Mikłaszewska

"Krzyk księżyca. Część I: Wskrzeszenie" – Oliwia Stój



Tytuł: Krzyk księżyca. Część I: Wskrzeszenie
Autor: Oliwia Stój
Data wydania: 2021-06-18   
Wydawnictwo: Novae Res 
Liczba stron: 428
ISBN: 978 8382192827
Moja ocena: 5/10 

Należę do osób, które uwielbiają czytać powieści debiutantów, ponieważ nie sposób odmówić zaproszenia do wspólnej przygody od osoby dopiero zaczynającej swoją pisarską karierę. Oczywiście nie wszystkie debiuty przypadają do gustu, niektóre wręcz nie powinny być wydane, ale są też takie, które zapadają w pamięć i śledzenie dalszych losów ich autorów staje się niejako przyjemnym obowiązkiem i zaspokojeniem ciekawości. Czy zasłużyła na nią autorka Krzyku księżyca, Oliwia Stój?


Charlotte przeprowadza się z deszczowej, ponurej Anglii do gorącej, klimatycznej Hiszpanii i rozpoczyna naukę w tutejszym, renomowanym internacie. Wyzwanie? Dla niektórych pewnie tak, ale w porównaniu do tego, co zaserwuje dziewczynie los, to mały pikuś. Ugryziona przez wilkołaka, zostaje niejako zmuszona do wzięcia udziału w cichej wojnie międzygatunkowej mającej na celu zdobycie władzy (bo przecież o to zwykle chodzi, prawda?). Stawka jest naprawdę ogromna, a czas bardzo szybko ucieka. Któż zwycięży w tej nie całkiem równej walce?


Krzyk księżyca jest powieścią typowo młodzieżową i stricte dla młodzieży. Nie to, żebym czułą się „wapniakiem”, jednak od takich książek oczekuje tego, iż akcja wciągnie mnie od samego początku i będę zaskoczona rozwojem wydarzeń – tu niestety nie byłam (na obronę mogę tylko dodać, że przeczytałam naprawdę sporo pozycji traktujących o wilkołakach i mam już na tyle utarty ich schemat, że naprawdę trudno zadowolić mnie czymś nowym). Oczywiście nie powiem, że wojna czarodzieje vs. „sierściuchy” była złym pomysłem, ale czegoś mi tutaj brakowało – być może poczucia, że nie czytam wattspadowych opowiadań, a pełnowartościową książkę.


Bohaterowie to typowi młodzi ludzie – czasem irracjonalnie irytujący, a innym razem niezwykle jak na swój wiek dojrzali. Próbują dostosować się do grupy, a jednocześnie wiedzą czym jest prawdziwa przyjaźń i z czym się ona wiąże. Nie zostawią drugiej osoby w potrzebie i razem z nią będą nadstawiać skórę. Przede wszystkim zaś okazują tolerancję, empatię, a jak trzeba to także sprowadzą na ziemię i doprowadzą do porządku porządnym kopniakiem.


Sama Charlotte wydała mi się nijaka. Brakowało jej charyzmy, odrobiny bezczelności i zdecydowania – była albo zmęczona, albo przytłoczona (czasami oba na raz). To taka postać, o której szybko się zapomina, bo nie robi żadnego wrażenia.


Korekta również pozostawia wiele do życzenia. Błędy językowe się zdarzają (przecież wszyscy jesteśmy ludźmi), ale nagminne powtórzenia męczą i zniechęcają do czytania – niestety.


Myślę, że przed autorką jeszcze bardzo wiele pracy, nie mniej życzę jej powodzenia, bo sam pomysł na powieść miała bardzo dobry – gorzej z jego wykonaniem.



#fantastyka #fantasy


Za możliwość zrecenzowania powieści dziękujemy wydawnictwu




28 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie