• sylwia.bookhunter

Między nami syrenami...



Tytuł: Wszystko pochłonie morze
Autor: Magdalena Kubasiewicz
Wydawnictwo: Uroboros
Data premiery: 14.04.2021
ISBN: 9788328087767

Muszę przyznać, że książka mnie zaskoczyła, możliwe że spodziewałam się czegoś innego jako fanka Magdaleny Kubasiewicz, momentami nie byłam pewna czy czytam jej książkę czy kogoś innego, co trochę zaburzyło mi odbiór całości.


W dawnych czasach syreny chodziły między śmiertelnikami, jednak jedyne co pozostało po tych czasach to trucizna, na którą nikt nie zna lekarstwa.

Gdy sam książę zostaje otruty Łzami Syreny i zapada w śpiączkę, rozpoczyna się walka z czasem. Arystokrata Leto oraz alchemiczka Aletha, muszą połączyć siły by ocalić władcę. Jednak podczas wyprawy odkrywają, że nikomu nie można ufać. Przyjaciel może okazać się wrogiem. Jednak odnalezienie antidotum jest niezbędne by odbudować porządek w królestwie.

Cena może okazać się bardzo wysoka...


Spotykali się rzadko i nigdy nie wiedziała, jak traktować człowieka, który co prawda ją spłodził, ale pozostawał dla niej niemal obcy.

Na pewno niezaprzeczalnym plusem całej historii, jest świat stworzony od samych podstaw. Wszystkie intrygi, zażyłości i połączenia między bohaterami są bardzo jasno wyjaśnione, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć ich motywy. Tutaj zdecydowanie się nie zawiodłam. Trochę brakowała mi emocji między główną parą bohaterów, wydawali mi się momentami płascy, choć sami w sobie byli dość dobrze napisani. Dość długo zajęło mi przywiązanie się do ich, co w moim wypadku jest dość nietypowe. Wielu osobom problem może sprawić mnogość historii z przeszłości, w tym niestety idzie się dość łatwo pogubić i czasem trzeba się mocniej skupić by zrozumieć niektóre rzeczy.

Zdecydowanie jednak największym minusem jak dla mnie był brak ... syren. Nie tego się spodziewałam. Sam ich motyw był oczywiście wpleciony w całą opowieść, jednak nie w taki sposób jaki oczekiwałam. Niestety ból sprawia mi również okładka, która mi się absolutnie nie podoba i najchętniej bym przyjęła obwolutę z inną ilustracją, ale to tylko moja obiektywna opinia.

Zakończenie kopnęło mnie w brzuch i zaśmiało się szyderczo gdy kuliłam się na podłodze. Tego jednak mogłam się spodziewać.


To miejsce wyglądało... zwyczajnie. Nie strasznie, nie brzydko, nie przepięknie.

Książkę mimo wszystko polecam. Ma momenty gdzie można się uśmiechnąć, choć i sporo ponurych części w niej znajdziemy. Nie jest to moja ulubiona książka autorki, ale czytało mi się ją dość szybko, choć sama historia nie pędzi na łeb na szyję i ma wolniejsze momenty. Na letnie wieczory będzie jak znalazł.


Sylwia "Sirroco" Stinia

29 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie