• Marta

Przewidywalna słodycz strachu czyli druga część „Dworu srebrnych płomieni" Sary J. Maas



Tytuł: Dwór srebrnych płomieni. Część druga
Tytuł oryginału: A Court of Silver Flames
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska, Anna Szumacher
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 4.2)
Data wydania: 2021-11-24
Liczba stron: 304
Wydawca: Wydawnictwo Uroboros
ISBN: 978-83-280-8908-2

Mimo okrutnej liczby scen erotycznych pierwszy tom Dworu srebrnych płomieni sprawił mi pewną przyjemność. Nie była to może szalenie ambitna lektura, ale polubiłam Nestę i Kasjana jako głównych bohaterów - najstarsza z sióstr Archeron okazała się intrygującą postacią, niejednoznaczną, zwalczającą własne demony, trudną a momentami wręcz okrutną, a Kasjan... Po prostu był sobą. Rozbudowana historia nieustannie stawiającej opór Nesty okazała się też dobrym sposobem na uwiarygodnienie pozostałych bohaterów, których postawa dziewczyny zaczyna, mówiąc wprost, irytować. Po przesłodzonym Dworze szronu i blasku gwiazd taka łyżka dziegciu była bardzo odświeżająca. Ostatecznie pierwsza część skupiła się na walczącej z całym światem Neście, jej postępującej przemianie i trudnej relacji z pozostałą częścią dworu oraz pewnymi zawirowaniami fabularnymi związanymi z Kotłem i ludzkimi królowymi, które nie zamierzają się poddać bez walki.


W drugiej, znacznie krótszej części, Nesta usiłuje naprawić swoje błędy, zakończona również zostaje większość fabularnych zwrotów akcji z części pierwszej. Tym razem jest o wiele mniej scen erotycznych (choć jedna praktycznie otwiera książkę), za to nieco więcej miejsca poświęcono przyjaźni, kobiecej i siostrzanej sile, wybaczaniu czy odwadze, chociaż na mniejszą skalę niż chociażby w Dworze skrzydeł i zguby. Książkę czyta się naprawdę błyskawicznie - fabuła jest niezwykle dynamiczna i faktycznie mocno wciąga.


Sama powiedziała, że chce zagrać. I teraz właśnie grała o ich życia.


Przyznam szczerze, że chociaż znam sentyment Sary J. Maas do jej bohaterów, to mimo wszystko liczyłam, że dynamika początkowo całkiem ciekawie zawiązanej historii mnie porwie. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że autorka swoim bohaterom krzywdy zrobić nie pozwoli, ale miałam nadzieję, że wydarzy się kilka zaskakujących zwrotów akcji. Niestety, tak się nie stało. Praktycznie wszystkie rozwiązania z drugiego tomu przewidziałam. Rozczarowało mnie to, bo pierwsza część dała mi nadzieję, że Dwór srebrnych płomieni może czytelnikowi zaoferować coś odświeżającego, co pozwoli historii powrócić do moim zdaniem najlepszej części cyklu czyli świetnego Dworu mgieł i furii. Tymczasem jedyne czego nie przewidziałam to tego, że wydawałoby się kluczowa kwestia ludzkiej królowej zostanie rozwiązania w tak prosty i szybki sposób. To był ekspres. Widać, że autorka pozostałą część historii pozostawiła na następny tom książki, który jak wiele wskazuje, będzie dotyczył Elainy Archeron, co już teraz odrobinę mnie przeraża. Nie jest to moja ulubiona postać i aż się boję co Sarah J. Maas dla niej przygotowała. Poza tym naprawdę bardzo bym chciała żeby nie skusiło jej proste rozwiązanie przypisanie trzeciej siostry trzeciemu "bratu".


Niestety jestem też zawiedziona tym jak Nesta Archeron, jedna z najbardziej charakternych postaci tego cyklu, straciła pazur. Gdzieś po drodze wszystko to co wyróżniało ją na tle innych bohaterów znikało aż w końcu to co zostało niespecjalnie przypominało Nestę, którą znaliśmy. Pod koniec moglibyśmy właściwie podłożyć postaci dowolne imię i nadal historia miałaby sens. Mam wrażenie, że główni bohaterowie wraz z postępem fabuły zostają włożeni w pewne ramy, które odbierają im jakikolwiek indywidualizm.


Językowo ten tom jest znacznie czytelniejszy, natomiast jest w nim dużo powtórzeń. Powtórzę się więc i ja pisząc, że moim zdaniem większa liczba tłumaczy w żaden sposób nie koreluje z jakością przekładu. Oczywiście mój egzemplarz to "egzemplarz dla mediów przed ostateczną korektą", więc mam szczerą nadzieję, że w finalnej wersji jest lepiej.

Naprawdę lubię bohaterów Dworów. Nie tylko tych pierwszoplanowych, bo powiedzmy sobie szczerze - trudno ich nie polubić, ale również tych znacznie odleglejszych. Zawsze z niecierpliwością czekam na spotkania z członkami innych dworów i z przyjemnością odwiedzam Dwór Koszmarów albo Dwory Jesieni czy Wiosny. Jednak nawet dobrze zbudowane postacie nie są w stanie zastąpić zaskakującej i wiarygodnie zbudowanej fabuły. Wiem, że pani Maas ma możliwości, niektóre pomysły, sceny czy dialogi są absolutnie doskonałe. Niestety tych momentów jest coraz mniej, a raczej na tle coraz dłuższych książek są coraz mniej widoczne, znikają przykryte wulgarnymi scenami erotycznymi albo rozkosznie słodkimi wyznaniami. W drugiej części Dworu srebrnych płomieni autorka znowu dała się porwać potrzebie czułego dopieszczenia swoich bohaterów kosztem wyważonego rozwiązania. Szkoda, bo pierwszy tom dał mi nadzieję, ale ostatecznie drugi przywołał na ziemię. To nadal bardzo przyjemne guilty pleasure, które fantastycznie wciąga. Jednak nie czuję tego przyspieszonego bicia serca jak chociażby przy Dworze mgieł i furii. Mam wrażenie, że nie do końca wykorzystano potencjał tych historii, które według mnie miały spore możliwości, zamiast tego większość rozwiązań fabularnych okazała się przewidywalna, a pewne rozstrzygnięcia mnie po prostu nie przekonały. Rzecz jasna, sięgnę po kolejny tom, bo mam słabość do bohaterów pani Maas, ale prawda jest taka, że trochę już nie dowierzam, że cykl powróci na tory znane nam z drugiego tomu. Nie mam już przekonania, że autorka skończy z tym cukierkowym klimatem i przewidywalnymi rozwiązaniami, a szkoda, bo przecież Dwory to historia porwała tłumy czytelników na całym świecie...


#SarahJMaas #DwórSrebrnychPłomieni #fantastyka #Uroboros


Zrecenzowała: Marta z bloga W sercu książki

60 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie