• PoważnieNiepoważny

Przygody jednego antagonisty

Leszek Bigos - Smoczy Szlak: Wejście

 

AUTOR: Leszek Bigos


TYTUŁ: Wejście


CYKL: Smoczy szlak


TOM: I


GATUNEK: Fantastyka


DATA WYDANIA: 17.12.2021r.


WYDAWNICTWO: Platinum Story


ISBN: 978-83-671-4301-1


ILOŚĆ STRON: 317


OCENA: 8/10

 

Dołącz do awantury! Krzyczy do mnie z okładki człowiek, z którego twórczością spotkałem się już przy okazji Kastratora. Pan Leszek Bigos pokazał, że umie w obrzydliwe, acz niestety często prawdziwe historie z pogranicza sensacji i kryminału. Tym razem zaprasza mnie do świata fantastyki. Korzystam! A jakże! Ale ostrzegam, że w przypadku tego gatunku jestem dość wybredny.


Hennig Kidruk prowadzi wraz z żoną salon jubilerski gdzieś w Portzden. Biznes zdaje się dosyć dobrze prosperować. Greta zajmuje się biżuterią, Hennig dostarczaniem surowca. Jak to jednak bywa z tego typu działalnością, tak szybko, jak zaczęła przynosić korzyści, stała się magnesem na lepkie ręce Portzdeńskiego półświatka. Wymuszanie haraczy, drobne kradzieże, a nawet groźby wymusiły na właścicielach lombardu konieczność rozejrzenia się w poszukiwaniu ochrony interesu. Jak wynika z późniejszych kart powieści, udało im się to… jednak niekoniecznie ze skutkiem, jakiego oczekiwali. Greta wraz z synem zostają brutalnie pozbawieni życia we własnym domu. Pałający ogromną żądzą zemsty, pozostawiony przy życiu Hennig wybiera się do Kerrengartu. Liczy na to, że tam znajdzie zabójców.


Byłaby to całkiem przyjemna, choć prostolinijna i sztampowa fabularnie powieść, gdyby dalszy ciąg wydarzeń przedstawiał losy Henniga i skutki jego szalonej wendety. Jest natomiast inaczej. Historia nadal jest całkiem przyjemna, ale już nie sztampowa i w żadnym wypadku nie prostolinijna. Z każdą stroną staje się ciekawsza i bardziej intrygująca. Dlaczego? Ano dlatego, że Hennig chwilę po przybyciu do stolicy Dali ginie. I to z rąk zabójcy jego żony i dziecka. W ten sam sposób, co oni. A jakby tego było mało, losy zabójcy będziemy śledzić przez całą objętość powieści, ponieważ to on zaczyna teraz grać w niej jedne z pierwszych skrzypiec.


„Yasper to kawał elfiego sukinsyna, któremu będziesz kibicować… by zginął długą i brutalną śmiercią.”

Panie Leszku… nawet Pan nie wiesz jak bardzo!


Wspomniany elf zasłaniający sobie połowę twarzy maską na okładce książki, bardzo niechętnie złączy siły z magiem Daraiem, kontrolującym żywiołaka ziemi oraz z inteligentnym, choć niepotrafiącym tego pokazać trollem Ugim. Wyruszą w długą podróż, której celu Wam nie zdradzę. Powiem tylko, że całkiem sporo się tu dzieje. Łase na kasę długobrode krasnoludy sprzymierzone w pewnym stopniu z goblinami, orkowie, trolle, inne pokraczne stworzenia no i smoki… przepotężne smoki, które odgrywają w tej powieści znaczącą rolę. Autor zadbał o zarys wierzeń postaci osadzonych w powieści, przedstawił kawał retrospekcyjnej historii, dzięki której łatwiej jest zrozumieć dlaczego niektóre postaci zachowują się tak, a nie inaczej. Przy okazji możemy poznać również zarys stworzonego przez niego uniwersum. To dopiero wejście na smoczy szlak, w związku z czym wiele wątków pozostaje tu otwartych. I bardzo dobrze. Jak świat jest poprawnie stworzony to chce się go doświadczać i zwiedzać.


Niestety szkoda, że historia opowiedziana przez Pana Leszka nie jest w moich oczach w 100% kolorowa. Dialogi pomiędzy postaciami są często drewniane i zalatują typowym polskim blokowiskiem, a w paru przypadkach zdają się być zwyczajnie zbędne, ponieważ nie wnoszą nic do fabuły i sprawiają, że postaci zachowują się nieadekwatnie do pełnionych profesji. Czasem prymitywnie. W książce przewija się jakiś skromny kult męskiego przyrodzenia, który swój punkt kulminacyjny osiąga w momencie bezpardonowej kilkustronicowej pogadanki pomiędzy bohaterami na temat swoich ptaszków. Ani to śmieszne, ani to potrzebne. Książce jednakże poza tym występkiem nie brakuje humoru. Mimo iż to powieść osadzona w dark fantasy, to zdarzają się mniej mroczne momenty, w których się pośmiejemy. Prym w tychże wiedzie oczywiście niezdarny Ugi.


Bez względu na wszystko czekam z niecierpliwością na kolejny tom przygód naszej średnio dopasowanej paczki. Nie czekam jednak tak intensywnie, jak na to, żeby Yasper wreszcie spadł ze schodów i potłukł sobie boleśnie ten głupi ryj. Mógłby się przy okazji zabić i myślę, że nikt by go nie żałował. Jest przecież tyle wątków na rozwinięcie Smoczego szlaku.

68 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie