• PoważnieNiepoważny

Radio Wolne Albemuth

Philip K. Dick - Radio Wolne ALbemuth
 

AUTOR: Philip K. Dick


TYTUŁ: Radio Wolne Albemuth


TYTUŁ ORYGINAŁU: Radio Free Albemuth


GATUNEK: science-fiction


DATA WYDANIA: 21.06.2022r.


WYDAWNICTWO: Rebis


ISBN: 978-83-8188-525-6


ILOŚĆ STRON: 352

OCENA: 9/10




 

Większość z Was, znawców twórczości Dicka, czy to z własnego doświadczenia w myśl przeczytanych książek jego autorstwa, czy z opowieści nieznajomych i znajomych, którzy mają owe książki za sobą, wie, że Dick jest zbyt wielki żeby zamknąć go w granicach zwykłego science-fiction. On ramy tego gatunku zwyczajnie rozrywa.


Paradoksalnie, mimo dużego warsztatu pisarskiego na wartość jego dzieł olbrzymi wpływ miały psychiczne zaburzenia, z którymi przez długi czas się zmagał. Dzięki temu takie pozycje, jak m.in. Radio Wolne Albemuth możemy teraz rozkładać na czynniki pierwsze na wielu płaszczyznach. Niewątpliwie bazę stanowi tu wspomniane wyżej science-fiction, ale widać również bardzo dużo odniesień do religii (i zastanawiam się czy to nie ona stanowi tu kanwę), pojawiają się wątki filozoficzne, a fabularnie można to nawet podciągnąć pod dobrej klasy thriller psychologiczny, z dużym naciskiem na „psychologiczny”. Fakt osadzenia przez Dicka w powieści samego siebie, jako jednego z bohaterów pozwala odnieść wrażenie, że Radio… lekko zarysowane jest także wątkiem biograficznym. Być może po przeczytaniu samego okładkowego opisu tego nie widać, ale środek powieści bardzo mocno przypomina Orwellowski 84. Państwo policyjne, wszechobecna inwigilacja, indoktrynacja, krzycząca z głośników propaganda, sukcesywne skłócanie ludzie nawzajem, tworzenie podziałów i walka z wyimaginowanym wrogiem w celu odwrócenia uwagi (tu z tajemniczą organizacją Aramchek)


Radio Wolne Albemuth to taki cztero-, a może i pięciokrotny dramat. Dramat Nicholasa Brady’ego, który wiedziony tajemniczym głosem całkowicie podporządkowuje mu (głosowi) swoje życie i diametralnie je przewartościowuje. Valis, jak ów pozaziemski byt Nick nazywa przygotowuje go na można by rzec nadejście nowego świata, jednocześnie wykorzystując jako narzędzie do głoszenia prawdy wśród innych i podając pośrednie instrukcje do tego, jak odsunąć pewnego obłąkanego prezydenta od stanowiska, które świeżo co piastuje.


Drugie i trzecie oblicze dramatu dotyczy samego Philipa K. Dicka. Z jednej strony jako postaci w powieści – tu również jest kontrowersyjnym pisarzem, zgrabnie z konieczności omijającym podkładane zewsząd świnie (narkotyki, bezpodstawne oskarżenia i oszczerstwa), starającym się zrozumieć paranormalne zjawiska, które rzekomo dotykają jego przyjaciela – Nicka. Z drugiej strony jako samego autora. Znając zarys biograficzny wiemy, że największe dzieła Philipa powstawały albo po alkoholu, albo po narkotykach, albo po jednym i drugim wzmocnionym dodatkowo przez schizofreniczne wizje.


Czwarte oblicze dramatu dotyka wszystkich tych pozostałych ludzi, którzy albo nie są świadomi tego w jakiej bańce żyją, albo właśnie są świadomi na tyle, żeby zdawać sobie sprawę z bezsensowności podejmowania jakiejkolwiek walki z systemem.


Piąty, ostatni dramat klaruje się w głowie czytelnika w momencie, kiedy uzmysłowi sobie, że to, o czym czyta jakoś bardzo nie różni się od rzeczywistości za oknem. Nawet pomimo tego, że Dick w Radio… opisał alternatywną antyutopijną wizję Ameryki w latach 80, a my za oknem patrzymy na XXI wieczną Polskę.


W powieści dosyć mocno widać religię. Osobliwość, której nie widzimy i nie rozumiemy, głoszenie prawdy, proces rozliczenia po śmierci, i selekcji na dobrych i złych za pomocą sprawiedliwych narzędzi. Autor wrzucił tu całą masę symboliki, której poszukiwanie sprawia dodatkową frajdę. Radio... polecam każdemu bez wyjątku. Wbrew opiniom, z którymi się spotkałem, nie jest to lektura trudna.

57 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie