• PoważnieNiepoważny

Tajemnice Odeonów

Katarzyna Żak - Katalizatorzy

AUTOR: Katarzyna Żak


TYTUŁ: Katalizatorzy


GATUNEK: Fantasy/science-fiction


DATA WYDANIA: 2021r.


WYDAWNICTWO: NOVAE RES


ISBN: 978-83-8219-350-3


ILOŚĆ STRON: 432


OCENA: 7/10








Już od pierwszych stron książki widać ogromne przygotowanie autorki do zamierzonej treści – stopniuje napięcie, zaciekawia czytelnika, dzięki czemu ma on ochotę brnąć w to dalej, no i zaczyna ubierać fabułę w opisy, którym bliżej jest do poezji niż prozy. Przemyślanie porcjowane, niemęczące. A jeżeli się mylę i napisała "Katalizatorów" ot tak, nie wkładając w nich jakiegoś szczególnego zaangażowania to przemawia to tylko na jej korzyść i czyni z niej świadomego i utalentowanego pisarza. Przez ponad 400 stron żyłem w przekonaniu, że w rękach mam debiutancki egzemplarz. Tymczasem Pani Żak ma już na koncie kilka pozycji literackich. Łudzę się nadzieją, że tak samo dobrych jak wspomniani "Katalizatorzy".


Kim lub czym są ci z tytułu? Tego dowiecie się później. Przed Wami 430 stron pełnoprawnego science-fiction ubranego w filozoficzną szatę. I jakkolwiek zdarzało mi się czytać pozycje z tego gatunku zbliżone w myśl treści do tej tu, to autorka stworzyła w tym przypadku coś innego - skupiła się bardziej na otoczce problemu, nie odwracając jednocześnie od niego uwagi czytelnika.


Książka opowiada o losach naukowców starających się rzekomo rozwikłać zagadkę pochodzenia tajemniczych Odeonów. Dlaczego rzekomo? Okazuje się, że wiedza na temat tych dziwnych istot jest dla niektórych jedynie przykrywką (choć niemniej ważną) dla układania swoich interesów i knucia intryg. Są wśród nich tacy, którzy ponad wszystkie bogactwa świata stawiają wiedzę i za najbardziej słuszne uważają dążenie do zapewnienia bezpieczeństwa przyszłym pokoleniom. Znajdą się też tacy, którzy ponad wszystko inne miłują swój stołek. Ciepłą posadkę, z której nie chcą rezygnować. Paradoks polega na tym, że obu grupom wydawać się może, że kroczek po kroczku osiągają swój cel, jednak rzeczywistość weryfikuje i obnaża ich małą wiedzę w tym temacie.


Mimo, że to Odeony powinny stanowić główny wątek, to nie one będą się przewijać przez karty powieści najczęściej. Stanowią niejako tło do prywatnych rozgrywek książkowych postaci. Wiemy, że te dziwne kumulujące pewien rodzaj energii istoty widoczne na okładce, są i w jakimś celu lub bez celu się przemieszczają. Ta wiedza, choć rzadko przypominana, towarzyszyć nam będzie przez te kilkaset stron gdzieś tam z tyłu głowy, dlatego fabuła może powędrować w swoim ciekawym kierunku. A w zasadzie kierunkach, ponieważ w książce oprócz skoków czasowych 100 lat wprzód i w tył w poszczególnych rozdziałach, będziemy mieli okazję poznać naprawdę wiele postaci. Pytanie, czy warto było tworzyć ich aż tyle? Ja rozumiem, że historia jednego bądź kilku bohaterów, prostolinijna i zamykająca się w tych 430 stronach mogłaby wpisywać się w pewien rodzaj literaturowej sztampy, ale kiedy autorka przykuła Twoją uwagę w jednym kierunku, następnie takich kierunków powymyślała około dziesięciu, ciekawość bierze w łeb, a Ty bardziej niż frajdę zaczynasz odczuwać irytację. Jednakże taki minus to nie minus. Kto bowiem zabroni nam przeczytać lekturę ponownie, a potem jeszcze raz? Zwłaszcza, że wszechobecne opisy i filozoficzne dywagacje są tu naprawdę miłe dla oka.


"Katalizatorzy" oprócz tego, że w gatunku pełnoprawnego science – fiction stoją pewnie i dumnie, w pewnym momencie ewoluują nieco bardziej w kierunku kryminału. Czy to źle? W żadnym wypadku. Umiejętności autorki nie pozwoliły mi się przyczepić również do tego. Pełno tu technologicznych rozwiązań, o których nawet najbardziej rozwinięty pod tym względem naród, aktualnie może jedynie pomarzyć.


Gdyby obrać książkę z całej tej grubej otoczki science – fiction, dostalibyśmy coś podobnego do obyczajówki z wątkiem tak bardzo znanym czasom dzisiejszym. Większości firm na (polskim) rynku pracy gówno obchodzi to kim jesteś i czym się interesujesz. Chcą tylko Twoich mięśni i godzin, a to, że nagle dziwnym trafem awansowałaś/łeś na lepsze stanowisko, niekoniecznie musi świadczyć o tym, że szef jest z Ciebie zadowolony. Bardzo często nawet nie wie ani jak masz na nazwisko ani, że ktoś taki w ogóle pod nim pracuje. Jedna z bohaterek książki dostała właśnie taki „awans” i ze swoim pośrednio wymuszonym pracoholizmem dosyć poważnie naraziła się na problemy zdrowotne. Było to jednak istotne z perspektywy rozwiązania akcji… Ale o tym przeczytacie już sami.

Polecam! I na pewno kiedyś jeszcze do tego wrócę. Trzeba trochę pogłówkować nad stworzonymi przez autorkę zależnościami i zawiłościami. Na pewno nie da się przebrnąć przez tę pozycję w jeden wieczór tak, aby wszystko dokładnie zrozumieć. Czyni to jednak z Pani Żak autora wymagającego, a przecież właśnie takich warto czytać.

19 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie