• Marta

Wojenne nadzieje czyli „Biblioteka w oblężonym mieście” Mike'a Thomsona



Tytuł: Biblioteka w oblężony mieście. O wojnie w Syrii i odzyskanej nadziei
Tytuł oryginału: Syria's Secret Library. The True Story of How a Besieged Syrian Town Found Hope 
Autor: Mike Thomson
Tłumaczenie: Andrzej Homańczyk
Seria: Mundus
Data wydania: 2020-10-05
Liczba stron: 288
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
ISBN: 978-83-233-4882-5

Ja wiem, to nie jest typowa przedświąteczna książka. Jednak sami przyznacie - temat brzmi ciekawie, a ja miałam jeszcze jedną pokusę. Nigdy nie czytałam książki Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wiele o tym wydawnictwie słyszałam, ale nigdy w życiu nie czytałam, a to spore faux pas z mojej strony! Szczęśliwie udało się to zmienić i powiem Wam uczciwie chociaż ja jestem #teamUW to Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wydaje książki absolutnie pierwsza klasa! Już wiem, że kolejna kolejna pozycja od tego wydawnictwa to tylko kwestia czasu.

Pierwszą cechą Biblioteki w oblężonym mieście, która bardzo mnie zdziwiła była jej lekkość. Usiadłam do niej na kilka chwil, a z wypiekami na twarzy przeczytałam trzy rozdziały. To nie jest łatwa książka - autor tworzy bardzo plastyczne, działające na wyobraźnię opisy i przedstawia fakty, ale jednocześnie nie chce skupiać się na cierpieniu, walkach, bólu i śmierci, nawet jeśli nas o nich informuje. Doceniam to, bo nie będę ukrywać, że jako antyfanka wojny i cierpienia, nie bawię się dobrze przy literaturze wojennej. Na szczęście Biblioteka w oblężonym mieście nie stawia na dołowanie, a na nadzieję i nawet jeśli niektóre opisane sytuacje są straszne, okrutne i smutne to autor stara się byśmy w tym nieszczęściu nie trwali zbyt długo. To sprawia, że tę książkę mogą czytać wszyscy - nie tylko czytelnicy bardzo odporni na przemoc.


Drugą ciekawostką jest to, że nie wiem jak inni, ale ja zastanawiałam się ile można napisać o podziemnej bibliotece w Syrii. Jest ona cudem, ciekawostką, symbolem itd., ale prawie 300 stron? Tymczasem autor bardzo pozytywnie mnie zaskoczył - ta książka to opowieść w której centrum są informacje o bibliotece, ale dookoła dowiadujemy się czegoś o Syrii, jej historii, kulturze, wierzeniach, jak również zostają nam przedstawieni niektórzy znani Syryjczycy, poznajemy także bliżej Darajji, jej mieszkańców i ich pragnienia, nadzieje, marzenia. To pouczająca przygoda dla kogoś takiego jak ja, kto jest świadomy wojny domowej w Syrii i jej problematyki społecznej, pojawienia się na jej terenach korzystających z sytuacji terrorystów, jak również chociażby użycia na tych terenach broni chemicznej, ale tak naprawdę to niewiele wiedział o tym co tak naprawdę tam się dzieje. Nie będę też ukrywać - nie sprawia mi przyjemności śledzenie działań wojennych prowadzących do cierpienia tak wielu ludzi, a mogę pozwolić sobie na luksus niesprawdzania wiadomości. Ponadto autor nie ograniczał się do Syrii, opowiada nam o różnych bibliotekach, które w ten lub inny sposób były wyjątkowe - o tych pierwszych z glinianymi tabliczkami, o tych przewrotowych, nielegalnych, nietypowych

Jednocześnie mam wrażenie, że niekiedy korespondent BBC okazuje nieco zbyt wiele zaskoczenia temu, że jego syryjscy rozmówcy też są inteligentnymi, podobnymi do nas wszystkich, ludźmi. Rozumiem, że Mike'a Thomsona od jego rozmówców dzieli strefa czasowa, warunki klimatyczne, kultura, wyznawana religia i w końcu wojna, ale jego zdumienie tym, że młoda, dawniej studiująca dziewczyna może uwielbiać książki Agathy Christie, a dawny student zaczytywać się w Hamlecie było dla mnie trochę niezrozumiałe. Opowieść o tym, jak przyjemność z czytania Hamleta ma dowodzić wspólnoty "pragnień, nadziei i obaw" również wydaje mi się nieco przesadnym i zbyt patetycznym wnioskiem. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że choć autor z całą pewnością wie czym jest wojna, cierpienie, głód, pragnienie czy brak środków medycznych, bywał na obszarach ogarniętych konfliktami, a zawodowo zajmuje się sprawami międzynarodowymi to jednak jest tak głęboko zaskoczony tym czego dowiaduje się z Syrii, bo po prostu nie jak to jest w takim świecie żyć. Nie wiem czy to kwestia tego, że nie był tam na miejscu, ale dla mnie, osoby wychowanej na opowieściach o wojnie, powstaniu itd., fakt, że pomimo działań wojennych większość codziennych wydarzeń wciąż ma miejsce nie jest zaskakujący ani trochę. To oczywiste, że mimo wojny wciąż są zmywane naczynia. To zrozumiałe, że chociaż trwa wojna to dzieci wciąż próbują się uczyć. Na tym polega ta istotna różnica, którą tak dobrze widać na przykładzie pierwszej i drugiej wojny światowej - podczas gdy ta pierwsza swoją zasadniczą część (nie odnoszę się tutaj do powojennych konsekwencji społecznych) umiejscowiła na froncie i w okopach, ta druga odbywała się już na ulicach miast, w mieszkaniach, w kanałach, na dworcach i w końcu w umysłach każdego żyjącego wtedy człowieka - czy to dorosłego, czy dziecka. Widać tu różnicę perspektyw, ale na mnie nie robi to tak wielkiego wrażenia jak na Mike'u Thomsonie lecz to już może być indywidualna czytelnicza kwestia.


(...) Wojny toczy się zwykle o pieniądze, kobiety lub władzę. Tu jednak mieliśmy do czynienia z miłością do literatury, pasją czytania i uczenia się zakorzenioną tak głęboko, że ludzie byli skłonni ryzykować dla niej życie. Oto w samym środku konfliktu zbrojnego, gdy nienawiść i chęć zemsty rosły wraz z liczbą ofiar, grupa młodych mężczyzn zajmowała się nauką i kulturą.

Tym co w tej książce smuci najbardziej jest powszechna śmierć, strach, okrutne warunki życia i okres, który porusza. Rozleglej opisywane w lekturze wydarzenia zaczęły się niemal 10 lat temu. Odważni i zdeterminowani bohaterowie tej książki nie wiedzą, że w 2020 wojna w Syrii nadal będzie trwała. Na początku nie mają pojęcia, że zostaną przeciwko nim użyte bomby beczkowe. Nie wiedzą też, że podczas tej wojny wykorzystane zostaną napalm i broń chemiczna. W końcu nie wiedzą, że w 2016 roku dojdzie do porozumienia i siły rządowe przejmą Darajję, chociaż wydarzenia z książki opisują także i ten bardzo smutny etap. Nie będzie happy endu mimo wielkiego poświęcenia mieszkańców miasta i wspierających ich ludzi. Momentami podczas lektury czułam targające mną wielkie emocje, nie mogłam przerwać czytania, ale jednocześnie czułam jak trudny będzie ciąg dalszy. Zdarzyło mi się podczas lektury przekląć - na przykład w momencie gdy prezydent Baszszar al-Asad z okazji muzułmańskiego święta modlił się w meczecie w samym centrum Darajji w kilka dni po przymusowym przesiedleniu wszystkich walczących o to miasto ludzi. Do teraz budzi to we mnie emocje! Również historia po przymusowej wyprowadzce z Darajji nie napawa optymizmem. Broń chemiczna, ekstremistyczne bojówki, wojna, która pozostawiła ślad na życiu bohaterów Biblioteki... I bardzo drogie książki, które stanowią luksus, przywilej, a nie prawo. To naprawdę poruszająca lektura, która dotyka bardzo wielu aspektów życia.

Biblioteka w oblężonym mieście to opowieść o wojnie, która spotkała zwykłych ludzi. To historia w której normalni ludzie tacy jak Ty czy ja muszą znaleźć w sobie siłę by przeciwstawić się cierpieniu i obawie o życie swoje i najbliższych, siłę by radzić sobie z brakiem jedzenia, wody, prądu, benzyny, leków i ogromnym deficytem bezpieczeństwa, odwagę by dawać innym nadzieję. To w końcu historia o tym jak żyć dalej. Jednocześnie książka Mike'a Thomsona to wielki sukces inspiracji i nadziei, bo grupa ludzi żyjących w tak niewyobrażalnych warunkach jest w stanie tworzyć takie niezwykłe rzeczy jak chociażby ta biblioteka, jak spotkania, wykłady czy klub dyskusyjny! Chcieli i umieli działać na rzecz dobra ogółu, ryzykować życiem by inspirować i poprawiać morale młodszych i starszych mieszkańców miasta. Zdecydowali się inwestować w naukę, bo "bojownik bez wiedzy to nie bohater, ale bandyta". Warto dodać, że tworzą to wszystko po tym jak już zajmą się innymi niecierpiącymi zwłoki sprawami. To sprawnie działająca grupa ludzi, którzy pomimo tych wszystkich niesprzyjających okoliczności są zdeterminowani by walczyć o to w co wierzą. Nie poddają się mimo koszmarnych warunków i wielkiego strachu, cierpienia, tęsknoty, a radość i siłę do walki czerpią z książek, które w namacalny sposób zmieniają ich życie na lepsze.

Od strony technicznej książka jest świetnie dopracowana, chociaż niepozbawiona literówek. Wartościową rzeczą są także przypisy, acz nie jest ich zbyt wiele. Niestety muszę przyznać, że moje powierzchowne przeszukanie internetu w poszukiwaniu informacji także nie było zbyt owocne - wygląda na to, że chociaż wojna w Syrii trwa już niemal 10 lat, to po polsku nie jest tak łatwo znaleźć użyteczne informacje dla laików takich jak ja. Żałuję też trochę, że nie ma tu chociaż kilku zdjęć miasta sprzed i w trakcie wojny czy opisanych murali.

Książka Mike'a Thomsona to naprawdę wspaniałe świadectwo odwagi i nadziei w nawet najtrudniejszych warunkach. To także wielka miłość do książek i esencja tego co wszyscy w nich kochamy - tego, że potrafią zabrać nas do innego świata, że nas uczą, kształtują nasze postawy, że przynoszą nam ulgę i rozrywkę. Sam autor ma naprawdę lekkie pióro i nawet jeśli czasami widać to, że "syty głodnego nie zrozumie" to ogromnie się stara pokazać tę historię w taki sposób, aby nikt z nas czytelników nie mógł obok niej przejść obojętnie. Jednocześnie nie próbuje nas "złapać" na litość, "kupić" na cierpienie bohaterów, a wręcz przeciwnie, sprawia, że to my, ludzie żyjący we względnie bezpiecznej rzeczywistości czujemy się przez nich zainspirowani do działania! Kolejnym atutem jest to, że pan Thomson napisał swoją książkę w taki sposób by nie pogubili się w niej nawet nieobeznani w sytuacji w Syrii, a wręcz przeciwnie, aby nie tylko poznali inspirującą historię, ale także dowiedzieli się czegoś o tym dosyć obcym nam kraju. Cytując wspomnianego w książce tweeta "Syria już nie wydaje mi się odległym miejscem", a to co przeczytałam wywołało we mnie ogromne emocje i z całą pewnością zostanie ze mną na długo. Lakoniczne historie, które widzieliśmy w mediach, często opierające się na suchych faktach lub szokujących nagłówkach nie dały mi takiego zrozumienia tego co dzieje się w kraju rządzonym przez Baszszara al-Asada, jak ta książka.

Szczerze i ogromnie to doceniam i bardzo, bardzo polecam!


- Islam - zapytałem - kim chciałabyś zostać, kiedy dorośniesz i ta straszna wojna wreszcie się skończy? Przez chwilę zwlekała z odpowiedzią. - Kiedyś się nad tym zastanawiałam, ale teraz już o tym nie myślę. Raczej nie będę już dużo starsza. Prawdopodobnie tutaj zginę. (...) - Czy chcesz powiedzieć - zapytałem ostrożnie - że nie masz żadnych planów na przyszłość, bo nie wierzysz, że w ogóle czeka cię jakaś przyszłość? - Tak - odpowiedziała.

Przy tej okazji chcę wspomnieć, że pod szyldem wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego kilka dni temu powołano do życia nową markę - Bo.wiem. Warto o tym wiedzieć, bo seria Mundus do której należy Biblioteka w oblężonym mieście również przejdzie pod egidę nowej marki. :)


#Bibliotekawoblężonymmieście #wydawnictwoUJ #Mundus #literaturafaktu


Zrecenzowała: Marta z bloga W sercu książki

19 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Pianola