• emaleth89

"Wschodzący cień" czyli Koło czasu obraca się po raz czwarty


Tytuł: Wschodzący cień

Tytuł oryginału: The Shadow Rising

Autor: Robert Jordan

Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska

Data wydania: 2021-02-02

Wydawca: Zysk i S-ka

ISBN: 978-83-8202-125-7


Czwarty tom przygód Randa al’Thora wita nas pokaźną objętością (1280 stron) ale nie jest to zmarnowany papier – treści jest w niej równie dużo. Rober Jordan, lubujący się w długich opisach oraz szczegółowych wyjaśnieniach, również w tym tomie dał popis swoich umiejętności.


Nasi bohaterowie po krótkim czasie spędzonym razem, ponownie się rozdzielają, aby szukać swojego przeznaczenia. Rand, który proklamował się Smokiem Odrodzonym i zdobył Callandor, postanawia dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co mówią proroctwa i jak ma się odnaleźć w swojej nowej roli. Nie chce być marionetką - chce naprawdę spełnić swój obowiązek i nie zawieść pokładanych w nim nadziei. Nie pomagają mu w tym zmagania z Mocą, nad którą nadal nie panuje tak, jakby chciał.


Perrin wyrusza do Dwóch Rzek, gdyż jak wieść niesie do jego rodzinnej wioski ściągają trolloki i Sprzymierzeńcy Ciemności. Z kolei Elayne i Nynaeve w poszukiwaniu Czarnych Ajah zmierzają do Tanchico, miasta okrytego złą sławą. Mimo wielości wątków czwarty tom sagi Jordana nie zawiera w sobie zbyt wiele akcji. Jest to raczej rozbudowana narracja pozwalająca pokazać znacznie więcej świata, który stworzył oraz wyjaśnić znaczenie rzeczy, które do tej pory nie układały się w spójną całość.


Sporo w tej części romansu. Powraca wątek Nynaeve i Lana, Perrin oraz Faile są oficjalnie parą, a Rand cały czas nie wie, co czuje do Elayne. Dla mnie osobiście jest tutaj mały zgrzyt – owszem, cieszę się, że autor zrobił ukłon w stronę bardziej wrażliwej części odbiorców i wprowadził wątki miłosne, jednak w gatunku jakim jest fantastyka nie tego oczekujemy. Co więcej, mi osobiście wątki romantyczne wydają się być napisane nieco naiwnie. Z jednej strony mamy ludzi, których przeznaczono do rzeczy wielkich, ich misje są niebezpieczne a oni mimo wszystko stawiają temu czoła. Z drugiej, gdy przychodzi do związków miłosnych mam wrażenie, że czytam pamiętniki uczniów klasy piątej podstawówki.


Skupiając się jednak na wątkach kluczowych „Wschodzący cień” trzyma dobry poziom wcześniejszych tomów. Robert Jordan pokazuje tu już wyłącznie własny styl i własną pasję do pisania. A styl ten jest warsztatowo naprawdę dobry i wciągający. Szczerze zachęcam, aby kontynuować przygodę z Kołem czasu.

34 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie