• Blue Carmen

Współcześni Amerykanie na europejskiej ziemi w XVII wieku ("1634 Wojna Bałtycka" E. Flint, D. Weber)


Tytuł: 1634 Wojna Bałtycka
Autorzy: Eric Flint & David Weber
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Tytuł oryginału: 1634: The Baltic War
Data wydania: 1-06-2021
Liczba stron: 926
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Numer ISBN: 9788382022193

1634 Wojna Bałtycka to już trzeci tom sagi Ognisty krąg, rozpoczętej przez Erica Flinta, lecz od drugiego tomu tworzonej w kooperacji z Davidem Weberem, znanym między innymi z cyklu Honor Harrington (do której Flint też dorzucił swoje „trzy grosze”). Podstawą fabuły jest przeniesienie współczesnych Amerykanów ze stanu Wirginia do siedemnastowiecznej Europy. Bohaterowie doświadczają nie tylko zderzenia epok, ale i kultur, co pozwala zrodzić się zgrzytom o najróżniejszym podłożu. Po 1632, którego znaczną część stanowiło rozpoznawanie terenu przez przybyszów z Ameryki i 1633, w którym akcja nabrała zasadniczego rozmachu, 1634... skupia się na budującym się na horyzoncie potężnym konflikcie świeżo utworzonych Stanów Zjednoczonych Europy z Ligą Ostendzką. Wojskowa technologia, jaką dysponują siły amerykańskie na pewno odegra ważną rolę w starciach, ale równie ważne pozostają zdroworozsądkowe podejście i solidnie budowana taktyka.


W książkach Flinta i Webera nie ma jednego głównego bohatera, a akcja często przeskakuje między kilkunastoma postaciami w ciągu zaledwie stu stron książki. Nasuwa się dość wyraźny podział na, używając książkowych określeń, nadczasowców i zwykłoczasowców, ale i w obrębie tych dwóch grup dochodzi do solidnych przemieszań. Siedemnastowieczni Europejczycy szybko zauważają przewagę rozwiązań technologicznych i obyczajowych przywiedzionych ze współczesnego świata i z wielką ochotą przystępują do korzystania z dobrodziejstw oferowanych przez przybyszów. Bohaterów u Flinta i Webera jest mnóstwo, a na samym końcu książki czytelnikowi zamieszczono bardzo pomocny, liczący trzynaście stron spis postaci. W trakcie lektury zostają nakreślone bardziej i mniej szczegółowo, czasem pojawiają się tylko po to, by za chwilę zginąć. Wśród najbardziej rozpoznawalnych mamy oczywiście Mike’a Stearnsa, Gustawa Adolfa, czy Toma Simpsona. To wobec tych najczęściej powracających na karty powieści bohaterów czytelnik może wyrobić sobie sympatię. Relacje, na które narzekałam w przypadku poprzednich części, dalej nie chwytają za serce. Większość damsko-męskich kontaktów, opiera się na zakochaniu od pierwszego wejrzenia (jeżeli dane postacie nie są jeszcze sparowane, bo autorzy za cel honoru postawili sobie chyba umieszczenie wszystkich w cukierkowych i kiczowatych związkach) i ocenie wyglądu (najczęściej jednak tyczącej się sylwetki kobiecej, z częstym podkreślaniem rozmiarów biustu, co mocno irytuje). W warstwie obyczajowej poziom zażenowania się utrzymuje i dobrze, że Flint i Weber jednak więcej chcą pisać o historii, bo o ludzkich interakcjach nie potrafią inaczej niż stereotypowo i często też krzywdząco, w dość staroświeckim stylu.

Akcja zaczyna się z przytupem, bowiem od pożaru do zgaszenia i wydaje się, że skoro od pierwszych stron ruszamy z kopyta, cały czas coś będzie się działo. 1634... to cegła słusznej objętości (ponad 900 stron) i niestety autorzy zamiast popychać akcję do przodu i utrzymywać regularne tempo, mnóstwo czasu poświęcają na „rozstawianie pionków na planszy”. Zarysowują szczegółowo sytuację w całej Europie, wprowadzają kolejnych bohaterów i wygląda to trochę tak, jakby w przypadku większości wątków chcieli napisać osobne, równie grube tomy. Przez to główny nurt akcji się mocno gubi, poboczne „dopiski” angażują na chwilę i akcja praktycznie stoi w miejscu, rozlewając się na boki.


Rozwój fabuły pozostawia trochę do życzenia, ale Flint i Weber sprawnie zarysowują sytuację polityczną i intrygi w tym obszarze. To właśnie ten element w 1634 sprawił, że chciało mi się czytać dalej. Oczywiście, że sięgając po taką cegłę spodziewałam się, że nie za szybko dojdzie do kulminacjo wydarzeń, ale to jej budowanie związane z zbyt dokładnym zarysowywaniem tła, czy niepotrzebnych partii dialogowych, nie wiele wnoszących do całości, nużyło. Na szczęście snucie planów podbojów, ruchów politycznych i ich konsekwencji absorbowało. Do tego pochwalić mogę za fragmenty militarne, starcia wojsk i typowo batalistyczne sekwencje. Cykl Ognisty krąg polecić należałoby właśnie amatorom historii, ale też eksperymentów na polu dziejów opisanych w podręcznikach już lata temu. Autorzy mogli trochę bardziej przyłożyć się do ukazywania zderzenia światów i nie poprzestawać na zapożyczaniu powiedzonek, czy powtórnych narzekań na amerykańskie uwielbienie dla biurokracji. Niewątpliwie powieść nastawiona jest na dostarczenie rozrywki i w tych kategoriach należy ją postrzegać. Z resztą, widać, że sami autorzy dobrze bawili się przy jej tworzeniu, szczególnie przelewając na karty 1634... mnóstwo historycznych smaczków, których świadomi mogą być jedynie pasjonaci.


Jagoda


11 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie