Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła?

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła? Podaj swój adres e-mail.
Otrzymasz link, dzięki któremu zresetujesz hasło.

Error message here!

Powrót do logowania

Close
7 sierpnia 2017

Recenzja książki
Mroczniejszy odcień magii

V.E. Schwab

Oficjalna recenzja zespołu BookHunter.pl

6.2
średnia ocena
4
ocena recenzenta

Autor recenzji

Mroczniejszy odcień magii - Recenzja:

Mroczniejszy odcień krytyki

Zwykle nie daję się zwieść peanom wznoszonym na cześć książki, okrzykniętej bestsellerem, uhonorowanej medalem Super Książki Roku tysionc-pincet-sto-dziwincet, którą zachwalają (nierzadko z egzaltacją) blogerzy i recenzenci z różnych krańców Internetu, i wreszcie, która ma upchane na okładce i skrzydełkach zachwyty ludzi, o których większości nigdy w życiu nie słyszałam. Co za dużo, to niezdrowo – i robi się wręcz podejrzanie!

Mimo to sięgnęłam po książkę V.E. Schwab „Mroczniejszy odcień magii”. Swoją drogą, skracanie imion do tajemniczych inicjałów przywodzi mi na myśl słynną J.K. Rowling. Cóż mnie do tego czynu skłoniło? Spieszę z wyjaśnieniami.

Po pierwsze - wizja świata, która  przyciągnęła całą rzeszę czytelników. Nie jestem oryginalna. Lubię motyw alternatywnej rzeczywistości. Oto mamy równoległe cztery Londyny, a raczej cztery różne światy, w których odmiennie nazywany Londyn jest miejscem akcji. Dlaczego Londyn, znowu ten Londyn, do znudzenia? Darujmy sobie zastanawianie się nad tym. Londyn i już. Jest Londyn Czerwony, gdzie panuje równowaga mocy (may the Force be with you...), Londyn Szary, czyli podobny do „naszego” XIX-wiecznego, a jak szary to i nudny, bo co u nas ciekawego… Jest i Londyn Biały, gdzie rządzą szaleni władcy, krew się leje i trup się ścieli gęsto, bo wojna i narkotyczny głód magii. I jak można się spodziewać… Londyn Czarny! Czyli mroczny, gdzie zostały zgliszcza, panuje zło i wszystkie inne rzeczy, które możemy dopasować do słowa „czarny”.

Po drugie – co mnie jeszcze przyciągnęło – no cóż, ponownie nie będę oryginalna. Pułapka pięknej okładki! Bo ma ona świetną kompozycję kolorystyczną i geometryczną, po prostu cieszy oko. I każdy rozdział ma osobną stronę tytułową z ładną grafiką. A tyle razy mama mówiła – nie oceniaj książki po okładce… Ale miało bardziej chodzić o to, że brzydka książka, ale znakomita treść. Nie na odwrót.

Po trzecie – po prostu chciałam poczytać coś przyjemnego, co nie dotyczy problemów naszego świata; coś, żeby odpocząć od całodziennego wysilania mózgownicy w pracy. Przysięgam, czasem jak stamtąd wyjdę czuję się jak ameba i potrzebuję lekkiej rozrywki, a nie kolejnej z moich, stojących na uginającej się półce, głębokich, sięgających dna ludzkiej duszy powieści, czy też książek o sensie życia i problemach współczesnej fizyki kwantowej. A że zamiast iść na film, poplotkować z koleżankami przez telefon albo nawet i na żywo, to ja wolę czytać książki. I tak czasem wpadam w sprytnie zastawione pułapki…

Może jeszcze zanim przejdę do rzeczy – to tylko moja opinia. Opinia zgorzkniałego człowieka, zjadającego książki na obiad i zapijającego je doskonałym, tanim winem. Nie masakruję „Mroczniejszego odcienia magii”, bo książka jest totalnie beznadziejna i wszyscy kłamią, ale zwyczajnie niezbyt mi się spodobała. Chyba już wyrosłam z takiego typu literatury, a w ostatnich podrygach cielęctwa bronię się jeszcze przed tą świadomością.

Powieść jest raczej skierowana do nastolatków, czy tzw. młodych dorosłych, young adults, jak to się tak specjalistycznie dziś nazywa. Główni bohaterowie, mag Kell i złodziejka Lila, to osoby około dwudziestoletnie. No dobra, w "Grze o Tron" wszyscy Starkowie, no i Daenerys, też mieli po kilkanaście lat… ale to "Gra o Tron". Obeznanym nie trzeba tłumaczyć…

Kell jest potężnym (a jakże) magiem krwi, których gatunek jest na wymarciu. Tylko oni mogą poruszać się między równoległymi światami, do których wrota zostały kiedyś magicznie zamknięte dla wszystkich zwykłych obywateli. Kell wychowuje się w królewskiej rodzinie w Czerwonym Londynie. Jest miły, skromny, szlachetny, odważny… nudny, jak każdy taki idealny bohater. Chyba że jest dobrze skonstruowany – ale tu nie jest. Żeby nie było, ma jakieś małe słabostki, czyli choćby przemyt różnych bibelotów między Londynami. Jedna taka słabostka doprowadza do katastrofy, czyli do ponad czterystu stron książki.

Kell wchodzi w posiadanie tajemniczego artefaktu z Czarnego Londynu. Mroczna magia, niebezpieczna, której nie można się oprzeć. Przedmiot trzeba zniszczyć, ale jego potęga nieustannie kusi. No Pierścień Jedyny, Panie Tolkienie!

Antagoniści - nudni jak flaki z olejem. Przypominali mi bossów z gier komputerowych, których trzeba załatwić, żeby przejść do kolejnego etapu.

Lila. Już od pierwszej sceny z nią miałam jej dość i błagałam, żeby nie stała się kolejną główną postacią, tylko żeby gdzieś tam zginęła w ciemnym zaułku. Niestety. Złodziejka – terminator, mogąca powalić sześciu chłopa naraz, rzucająca sztyletami z rękawa, jednocześnie potrafiąca ukraść Ci dziecko z wózkiem i jutrzejszy obiad. Pyskata nastolatka, rzucająca infantylne teksty, o rozbuchanym do granic możliwości ego i podrasowanych umiejętnościach. Jeszcze te jej, pożal się Boże, aspiracje do zostania… piratką.

W ogóle wszystkie postacie kojarzyły mi się z „klasami postaci” z gier RPG. Złodziejka, jakby bycie złodziejem było całym życiem (choć i tacy się zdarzają, nierzadko nawet); mag, rzucający coraz lepsze czary na prawo i lewo; książę, który nadrabia brak twardych umiejętności wartością + 10 do charyzmy. I tzw. mięso armatnie, na których nabija się levele, czyli różnej maści zbiry.

Powiem tyle, potencjał był spory, bo konstrukcja świata jawi się jako całkiem interesująca. Nie można powiedzieć, że autorka źle pisze, bo nic nie razi w jej stylu, akcja toczy się gładko i sprawnie. Czyta się dobrze. Ale, jak można zauważyć, jestem rozczarowana płytkością tego świata, przewidywalną aż do bólu fabułą, oklepanymi pomysłami, papierowymi i irytującymi bohaterami. Nie kibicowałam nikomu, biernie się przyglądałam, co będzie dalej, a ostatnie rozdziały trochę przekartkowałam, bo ciągłe walki, ścielące się gęsto trupy, pościgi i przerzucanie się zaklęciami w ogóle nie było w stanie przyciągnąć mojej uwagi.

Czy sięgnę po kolejny tom, „Zgromadzenie cieni”? Pewnie tak, bo od razu zamówiłam oba tomy, a jak już są, to muszę. Tak już mam. I po prostu nie mogę uwierzyć, że wszędzie widzę zachwyty nad tak przeciętną powieścią fantasy. Może autorka czymś zaskoczy takich spaskudzonych czytelników mojego pokroju? Nie obiecuję sobie za wiele, ale tak czy siak, przyda się coś lekkiego, nieangażującego, do czytania w tramwaju albo w tych strasznych chwilach, gdy mózg zwalnia obroty i potrzebuje rozrywki.

Nie chciałam tak się wyżywać, naprawdę. Ale jakoś w miarę pisania tej recenzji moja krew zawrzała. Może też jestem magiem krwi, tylko te magiczne umiejętności wywołują u mnie jedynie irytujące bulgotanie krwi i wylew ślepej krytyki na klawiaturę.

Trochę ślepej, bo nie pisałam za dużo o dobrych stronach „Mroczniejszego odcienia magii”. Bo ja tylko o tym mroczniejszym odcieniu.

Dziękuję, książkę możecie przeczytać jak chcecie. A jak nie chcecie, to nie czytajcie.

Zobacz wszystkie recenzje użytkownika aniakonda

Liczba wyświetleń: 87


Tagi książki (15)

przejdź na stronę książki


Skomentuj recenzję, czy masz coś do dodania?
Komentarze (0)


(zabezpieczenie przed botami)

/1000 wykorzystanych znaków


Ostatnie patronaty
Popularne Tagi

Najaktywniejsi użytkownicy w tym miesiącu:

Przy-Kawie-Z-Ksiazka - 804 ptk.
aleksandra.wen - 513 ptk.
edytaj7 - 425 ptk.
Rewolwerowiec - 388 ptk.
dona - 268 ptk.

zobacz pełny ranking

23792 książek
nasz cel: 30 000, do dodania pozostało 6208

2833 adaptacji
nasz cel: 3 000, do dodania pozostało 167

3758 autorów ze zdjęciami
nasz cel: 4 000, do dodania pozostało 242

Losowy cytat

"- Czekajcie, następna trucizna to saponiny. Atakują układ nerwowy. Nasiona kąkolu zawierają pięć do siedmiu procent tej rzeczy i mogą się znaleźć w mące. Cholesterol zmniejsza szkodliwy wpływ saponin...
- Aha, to znaczy, że jeśli jeść mydło, to tylko z masłem? - przerwał Karolek, usiłujący praktycznie przetworzyć informacje Lesia."


Joanna Chmielewska

Dzikie białko
BookHunter.pl
O nas
Nasze logo
Punktacja
Do pobrania
Kontakt
Przyłącz się!
Zespół
Kogo szukamy?
Partnerzy
Wspólne cele
Dla wydawnictw
Współpraca
recenzencka

Patronat medialny
o BookHunter
Copyright © 2015 - 2017 by BookHunter.pl
O nas | Zbieraj punkty | Zespół | Regulamin | Kontakt