Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła?

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła? Podaj swój adres e-mail.
Otrzymasz link, dzięki któremu zresetujesz hasło.

Error message here!

Powrót do logowania

Close
10 lutego 2015

Recenzja książki
Genialni. Lwowska szkoła matematyczna

Mariusz Urbanek

Oficjalna recenzja zespołu BookHunter.pl

8.0
średnia ocena
8
ocena recenzenta

Autor recenzji

Genialni. Lwowska szkoła matematyczna - Recenzja:

Cudze chwalicie, swego nie znacie


Małe umysły dyskutują o osobach. Średnie umysły dyskutują o wydarzeniach. Wielkie umysły dyskutują o ideach. Naprawdę wielkie umysły dyskutują o matematyce.

(Karl J. Smith)

Właśnie o tych ostatnich, naprawdę wielkich umysłach, będzie tutaj mowa. Przedtem jednak nie mogę powstrzymać się przed przytoczeniem krążącego od nauczycieli po uczniów, od profesorów po żaków, między uczonymi i tymi mniej, sztandarowego hasła - „matematyka królową nauk”. Jeden się z tym zgodzi, drugi będzie się śmiał, trzeci będzie ze łzami bólu i nienawiści wspominał czasy, gdy musiał się mierzyć z ową królową, którą zresztą chętnie by zdetronizował na rzecz innych nauk, tych bardziej przyjemnych i przyziemnych.

Oto więc matematyka, z którą i moja przygoda zakończyła się w ostatnich klasach obowiązkowej szkoły średniej. Czym się nie szczycę, a wręcz trochę żałuję, gdyż to, co w szkolnej ławie może wydawać się nudne i całkowicie nieprzydatne, to w pozbawionej przymusu i sztywnych reguł rzeczywistości bywa tak interesujące, że człowiek sam przed sobą dziwi się swojemu dawnemu podejściu do tematu. Ale dość już osobistych wspominek – czas przejść do rzeczy, czyli książki, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że matematyka jest nauką fascynującą, a opowiadać o niej i o jej przedstawicielach można z polotem, w sposób bardzo ciekawy, a przede wszystkim zrozumiały dla przeciętnego zjadacza książek.

„Genialni. Lwowska szkoła matematyczna” Mariusza Urbanka, ukazała się pod koniec zeszłego roku, nakładem wydawnictwa Iskry. Swoją drogą, aż dziw, że nikt wcześniej nie pokusił się na zebranie materiałów na ten temat, z którego zresztą my, Polacy, możemy być dumni, a o którym wiemy tak mało. Lwowska szkoła matematyczna, przeżywająca swoje złote czasy w dwudziestoleciu międzywojennym, miała niemały wpływ na rozwój matematyki w ogólności – na przykład nazwisko Banacha jest do dziś drugim po Euklidesie najczęściej przywoływanym nazwiskiem w matematyce powszechnej, a Ulam współpracował z największymi umysłami świata przy konstrukcji bomb atomowych (które po zrzuceniu w 1945 na Hiroszimę i Nagasaki, przesądziły o losach II wojny światowej), a później przy konstrukcji jeszcze straszliwszej bomby wodorowej. Banach, Ulam, Steinhaus, Mazur – życiorysy tych wielkich matematyków stanowią główny filar książki, a wokół nich przewija się wiele innych wybitnych jednostek, którym autor również poświęca osobne rozdziały.

Niekończące się spotkania profesorów, doktorów, obiecujących studentów, przy kawie lub częściej przy mocniejszych trunkach, w kawiarni „Szkocka” we Lwowie... może ciężko uwierzyć, ale w taki sposób toczyły się dyskusje, rodziły się największe twierdzenia, spory matematyczne. Matematycy zapisywali obliczenia na blacie stolika, którego pod żadnym pozorem nie można było zmywać, dopóki gorliwi studenci nie przepisali wszystkiego do notesów. Później założono tzw. Księgę Szkocką, gdzie uczeni zapisywali tezy i problemy („problematy”) do rozwiązania, nierzadko oferując za to jakąś nagrodę – najczęściej butelkę rozgrzewającego trunku, ale także dobre jedzenie. Jeżeli już o jedzeniu mowa, to wśród nagród zdarzyła się nawet żywa gęś (której historia jest bardzo pocieszna, ale nie będę jej zdradzać). Na to, że akurat we Lwowie nastąpiło nagromadzenie tak wybitnych jednostek, wpłynęły różne czynniki. Jak mówi Mariusz Urbanek w jednym z wywiadów:


Możemy tu mówić o roli przypadku, albo ingerencji sił wyższych, które spowodowały rozbicie się wtedy nad Lwowem bańki z geniuszem matematycznym i umiejętnościami współpracy. Ci matematycy pracowali zupełnie inaczej, niż zazwyczaj wyobrażamy sobie pracę na uczelni, gdzie samotnicy siedzą zamknięci w gabinetach. Matematycy ze Lwowa siedzieli najczęściej w kawiarni lub w knajpie sącząc wino lub koniak. Po upływie niemal stu lat o ich osiągnięciach można przeczytać we wszystkich encyklopediach.

(źródło: historia.wp.pl)

Co też jest bardzo dobrym podsumowaniem fenomenu lwowskiej szkoły matematycznej, której filarami byli wyżej wspomniani, Hugo Steinhaus, Stefan Banach, Stanisław Ulam i Stanisław Mazur.

Steinhaus, najstarszy z nich, był nie tylko wybitnym matematykiem, ale także autorem błyskotliwych aforyzmów, językowym purystą, człowiekiem o rozległej wiedzy humanistycznej. Nie znosił słowa „naukowiec” („to tak jakby o artyście mówić sztukowiec”), uznawał „uczonego”. Uważał, że jego największym odkryciem dla matematyki było odkrycie, chyba najwybitniejszego z nich, Banacha, któremu pomógł w zorganizowaniu kariery. Co było trudne, bo Banach ukończył tylko dwa lata studiów, do których już nie miał zamiaru wracać. Potrzeba było niemałych kombinacji, by mógł od razu przejść do doktoratu, który zresztą w nietypowy sposób obronił już po pół roku. Zdradzę tylko, że aby doprowadzić go przed komisję egzaminacyjną użyto fortelu. Mianowicie pewnego dnia poinformowano go, że w sekretariacie czeka na niego grono panów z Warszawy, którzy mają do rozwiązania jakiś trudny matematyczny problem. Banach zresztą był najbarwniejszą postacią z całego grona. Za kołnierz nie wylewał, palił jak smok, najlepiej pracowało mu się w głośnym, zadymionym barze, a na własne wykłady zdarzało mu się przychodzić od razu z balu. Mimo, że udało mu się przeżyć dwie wojny światowe, to zmarł w sierpniu 1945 roku na raka płuc, mając dopiero 53 lata. Jakich przełomowych odkryć mógłby dokonać, gdyby żył dłużej?

Mazur i Ulam należeli do młodszego pokolenia. Mazur także studiów nie ukończył. Nie przeszkodziło mu to w obronieniu doktoratu, uzyskaniu habilitacji i profesury. W dzisiejszych czasach ciężko to sobie wyobrazić. Jak to się to wtedy udało? Jak mówi prof. Roman Duda, matematyk i historyk nauki, w wywiadzie w końcowej części książki:


Tamci ludzie mieli dość fantazji, by łamać skostniałe reguły. Zresztą bez takich cech nie byliby w stanie stworzyć czegoś tak ważnego jak szkoła lwowska. Nie oglądali się na przepisy, które służyły temu, żeby czegoś nie zrobić. Steinhaus z dumą przywoływał przedwojenną ustawę o szkolnictwie wyższym, która miała tylko parę stron. Ważny był jej duch, a szczegółowe procedury miały być wobec niego służebne.

Ciężko się z tym nie zgodzić.

Najmłodszy z nich, urodzony w 1909 roku Stanisław Ulam, miał zostać adwokatem, ale wolał matematykę. Przed wojną wyemigrował do USA, co mu najpewniej uratowało życie, gdyż tak jak Steinhaus, był pochodzenia żydowskiego. Steinhaus na szczęście przeżył, jednak kilkudziesięciu wybitnych uczonych zostało przez nazistów rozstrzelanych w dniu 4 lipca 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie, nie wspominając już o masowych mordach popełnionych na Żydach. Tak jak już wyżej wspominałam, Ulam był jednym z konstruktorów bomby atomowej, biorącym udział w atomowym projekcie Manhattan w Los Alamos, a później włączył się do prac nad wielokrotnie potężniejszą bombą termojądrową.

Życie każdego z tych ludzi w czasie zawieruchy dziejowej pełne było trudności, nieoczekiwanych zwrotów i nierzadko cierpienia, ale także pasji, odkryć, inspiracji. Będąc uczonymi, geniuszami, pozostawali otwartymi, pełnymi poczucia humoru, towarzyskimi ludźmi. Taki typ ludzki mógłby się wydawać antytezą naukowca, w szczególności w dziedzinie takiej jak matematyka teoretyczna, pozornie oderwanej od rzeczywistości.

Jako takich ludzi w swojej opowieści przedstawia ich Mariusz Urbanek. W sposób lekki, lecz niezwykle zajmujący opisuje ich życie na tle burzliwych wydarzeń XX wieku, które miały znaczący wpływ na to, jak ukształtowały się ich losy – od I wojny światowej, dwudziestolecie międzywojenne, przez II wojnę światową, po trudne czasy powojenne i życie pod jarzmem komunizmu. Autor przytacza wiele anegdot, płynnie przechodzi między wątkami i postaciami, nie przytłacza szczegółami, jednak też zanadto od nich nie stroni. Muszę przyznać, że jest to jedna z najlepiej napisanych książek biograficznych i historycznych, które dane mi było czytać. Brawa dla Pana Urbanka za tak zręczne ujęcie tematu, który niektórym mógłby się wydać wręcz nudny – a okazuje się być fascynujący. Jednocześnie lektura skłania do refleksji nad istotą geniuszu, szczególnie tego matematycznego, który do dziś budzi we mnie podziw przemieszany z bojaźnią.

Książka jest podzielona na podrozdziały, które na zmianę dotyczą Steinhausa, Banacha, Ulama i Mazura, ale także innych uczonych. Pod koniec zamieszczony jest wywiad z prof. Romanem Dudą, matematykiem i historykiem nauki oraz pomocne kalendarium wydarzeń – i tych z życia bohaterów, i tych z wielkiej historii. Gdzieniegdzie pojawiają się też czarno-białe fotografie.

Podsumowując, nie spodziewałam się, że opowieść o matematykach, o ich pasjonujących spotkaniach w Szkockiej w latach 20’ i o samym Lwowie, tak bardzo mnie wciągnie i zainteresuje. Niemała w tym oczywiście zasługa autora, ale temat też niesamowicie ciekawy, a mało znany. Raz jeszcze przytoczę fragment z rozmowy autora z prof. Romanem Dudą:


Urbanek: Czy istnieje w polskiej nauce jeszcze jakaś szkoła, grupa uczonych, którzy zajmują w nauce światowej miejsce równie ważne, co lwowska szkoła matematyczna?
Prof. Duda: Być może jestem stronniczy, ale uważam, że to nasz największy wkład w naukę światową.

Dlatego też między innymi warto poznać historię lwowskiej szkoły matematycznej. Bo jak to się mówi – cudze chwalicie, swego nie znacie…

Anna Wrona

Zobacz wszystkie recenzje użytkownika aniakonda

Liczba wyświetleń: 1336


Tagi książki (25)

przejdź na stronę książki


Skomentuj recenzję, czy masz coś do dodania?
Komentarze (0)


(zabezpieczenie przed botami)

/1000 wykorzystanych znaków


Ostatnie patronaty
Popularne Tagi

Najaktywniejsi użytkownicy w tym miesiącu:

rogue-666 - 1969 ptk.
dona - 1566 ptk.
ja.ksiazkoholik93 - 874 ptk.
Rewolwerowiec - 809 ptk.
Magda - 705 ptk.

zobacz pełny ranking

22473 książek
nasz cel: 30 000, do dodania pozostało 7527

2805 adaptacji
nasz cel: 3 000, do dodania pozostało 195

3588 autorów ze zdjęciami
nasz cel: 4 000, do dodania pozostało 412

Losowy cytat

"o się zaś tyczy przykrej konieczności pójścia do Piekła,po pierwsze, lekarz był ateistą, a po drugie , wierzył, że dobry fachowiec nawet w Piekle załatwi sobie niezłą praktykę."


Marcin Wolski

Agent Dołu
BookHunter.pl
O nas
Nasze logo
Punktacja
Do pobrania
Kontakt
Przyłącz się!
Zespół
Kogo szukamy?
Partnerzy
Wspólne cele
Dla wydawnictw
Współpraca
recenzencka

Patronat medialny
o BookHunter
Copyright © 2015 - 2017 by BookHunter.pl
O nas | Zbieraj punkty | Zespół | Regulamin | Kontakt