Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła?

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła? Podaj swój adres e-mail.
Otrzymasz link, dzięki któremu zresetujesz hasło.

Error message here!

Powrót do logowania

Close
8 października 2015

Recenzja książki
Czerwone gardło

Jo Nesbø

7.2
średnia ocena
7
ocena recenzenta

Autor recenzji

Czerwone gardło - Recenzja:

Trzecie spotkanie z inteligentnym pijaczyną

Moje trzecie spotkanie z Harry’m Hole zakończyło się niemałym sukcesem. Myślę, że nie okłamię nikogo jak napiszę, że „Czerwone gardło” świadczy o niezaprzeczalnym rozwoju pisarskim Jo Nesbø. Autor wzniósł się na wyżyny (jeszcze nie wysokie szczyty) swoich umiejętności i zaoferował nam jakościowo prawidłowy kryminał. Nareszcie doczekałam się rozbudowanej fabuły, której brak minimalizował moje pozytywne odczucia w pierwszym tomie serii.

Autor ewidentnie się przygotował i dopracował osobowości poszczególnych bohaterów. Nie ma tu bowiem postaci, którą uznałabym za zbędną. Każdy ma swoje miejsce w szeregu akcji i nie jest doklejony przypadkiem celem dopchania materiału. Jest to praca rzetelna, przemyślana i znaki zapytania, które czytelnik stawia sobie po przeczytaniu, są znakami świadomie zaplanowanymi przez norweskiego autora. A jest ich niemało, bo tym razem koniec książki nie równa się zakończeniu wszystkim rozpoczętym wątkom. Odróżnia to trzeci tom od wcześniejszych, w których poza sferą prywatną Harry’ego, kwestie toczących się śledztw zostały ostatecznie wyjaśnione i autor już do nich nie powracał w dalszych częściach (przynajmniej na razie). Ostatnie strony sugerują wręcz zdecydowaną chęć głównego bohatera do rozwikłania niektórych zagadek.

Mnie szczególnie ciekawi wątek Toma Waalera, którego rola w „Czerwonym gardle” okazała się znacząca, a który został celowo pominięty przez autora w finalnym rozwiązaniu sprawy. Tę postać z pewnością spotkamy w kolejnej części, pewny jest także powrót środowiska neonazistowskiego, wokół którego toczy się akcja książki. Wydawałoby się, że jest to temat mielony nad wyraz często i powinien być już odpuszczony, ale przecież Jo Nesbø napisał powieść już ładnych kilkanaście lat temu i nie ma co zarzucać go jakimikolwiek pretensjami. Temu stanowisku dopinguje fakt, że doktryna, której celem jest przywrócenie narodowego socjalizmu jako ustroju państwa, wcale nie jest tematem nieaktualnym.  Wręcz przeciwnie, sympatycy gloryfikowania własnego narodu i czystego pochodzenia etnicznego, coraz częściej demonstrują swoją obecność. Cieszy mnie, że to właśnie tę tematykę podjął autor i nie poprzestał (jak mniemam) na jednym tomie. Wzbudził moją ciekawość i od razu po przeczytaniu zajrzałam na stronę swojej biblioteki, aby sprawdzić, czy czwarta część jest dostępna. Tym samym potwierdzam, że zamierzam kontynuować losy Harry’ego, mimo, że sam bohater wzbudza we mnie ciągle mieszane uczucia.

Właśnie… Harry Hole, stary znajomy i stale uzależniony policjant, który niby przypadkowo i nieświadomie, staje się po raz kolejny bohaterem całego śledztwa. Po drugiej części myślałam, że już się ogarnie, weźmie za siebie i pokona wrogi nałóg, ale niestety na moich przemyśleniach się skończyło. Znowu pub, piwo i zataczający się Harry, którego nietaktowne poczynania kryje pracodawca i który podejmuje się (częściowo bez zgody przełożonego, czyt. na własną rękę) kontynuacji nienależącego do niego śledztwa. Oczywiście jego wkład i trafne analizy prawidłowo ukierunkowują sprawę, co sprawia, że zanika zła opinia o nim, a w zamian pojawia się czytelnicza ulga i chęć  towarzyszenia mu w rozwoju akcji. Chęci dodał też finał, w którym policjant otrzymuje szansę na lepsze jutro, a dla czytelnika jest to nadzieja na poważną i długotrwałą zmianę w bohaterze. Oby, bo póki co Harry był zupełnie bez wyrazu, wręcz identyczny, jak w poprzednich częściach. Na początku zapity i nieświadomy otaczającej go rzeczywistości, w tracie poszukiwania prowadzonej akcji, okazał się specem wyciągającym racjonalne wnioski z powstałych wydarzeń. Nie za bardzo przemówiły do mnie jednak typowo amerykańskie pościgi Harry’ego, który nabrał jakiejś nadludzkiej mocy w szybkiej jeździe samochodem. To było zdecydowanie zbędnym elementem, tym bardziej, że nie jest to fabuła pozbawiona akcji.

Wręcz przeciwnie, w książce dużo się dzieje. Nie jest to standardowe pojedyncze morderstwo i powolne szukanie sprawcy, jak w pierwszych dwóch tomach, a zawiła historia z większą liczbą, jak się okazuje, ściśle powiązanych ofiar. Nesbø postarał się, aby nici łączące ofiary i kilka innych osób, nie były banalne. Wykorzystał w powieści retrospekcje, wracając ze starymi obecnie bohaterami, do czasów ich młodości, w której przyszło im walczyć na froncie po stronie niemieckiej. Dzięki zastosowaniu tej formy, czytelnik może zrozumieć niektóre zachowania i spróbować odszukać wśród poznanych bohaterów tego, który ma okrutny plan dokonania aktu terroru, przy użyciu snajperskiego karabinu Märklin. Nie bez przypadku wymieniam broń z nazwy, bo właśnie próba jej przemytu staje się punktem zapalnym dla Harry’ego Hole. Trzeba przyznać, że norweski policjant ma niezłego nosa do wyczuwania zbliżającego się niebezpieczeństwa.

Dodatkowym atutem powieści jest nietypowa dla tej serii konstrukcja rozdziałów, które każdorazowo zaczynają się nagłówkami z datą i miejscem akcji. Za to daję ogromnego plusa autorowi, bo biorąc pod uwagę mnogość wydarzeń i dużą liczbę bohaterów, ten zabieg okazał się co najmniej pomocny w pojmowaniu, kto jest kim i kiedy dzieje się dana scena. Uwierzcie, że bez tego byłoby naprawdę ciężko, a nawet korzystając z przytoczonych nagłówków, można niejednokrotnie wejść w stan głębokiej niepewności, kto jest kim dla kogo. Ja podeszłam do książki zbyt luźno i momentami łapałam się właśnie na takiej niezrozumiałości poszczególnych postaci. W pewnym sensie było to nawet właściwe, bo autor zasięgnął nieco mocy z klasyki, a przez myśl przebiega mi teraz „Doktor Jekyll i pan Hyde”.

Początek książki przytoczył mi też nietypowe skojarzenie. W chwili, gdy policjanci czekają na przylot amerykańskiego samolotu Air Force One z prezydentem USA na pokładzie, jeden z bohaterów potwierdza, że samolot wyląduje i mówi:

Oczywiście, jeśli nie przeszkodzi w tym mgła.

Skojarzyło mi się to z wiadomą katastrofą polskiego samolotu prezydenckiego, chyba ta mgła tak na mnie podziałała. Trzeba przyznać, że autor ma trochę z jasnowidza…

Finalnie, nie zważając na lekkie potknięcia tłumacza (literówki w stylu: „wsiadł do winy” zamiast „windy”), polecam „Czerwone gardło” i potwierdzam, że będę wtórować kolejnym spotkaniom z norweskim policjantem. Po raz kolejny ufam, że Harry ogarnie się i okaże się bardziej przyzwoitym bohaterem.

Źródło: http://mozaika-literacka.blogspot.com/2015/10/recenzja-czerwone-gardo-jo-nesb.html

Zobacz wszystkie recenzje użytkownika mozaikaliteracka

Liczba wyświetleń: 442


Tagi książki (19)

przejdź na stronę książki


Skomentuj recenzję, czy masz coś do dodania?
Komentarze (0)


(zabezpieczenie przed botami)

/1000 wykorzystanych znaków


Ostatnie patronaty
Popularne Tagi

Najaktywniejsi użytkownicy w tym miesiącu:

bookster - 2424 ptk.
fprefect - 2123 ptk.
Mery - 514 ptk.
ambros - 204 ptk.
synek.86 - 197 ptk.

zobacz pełny ranking

25485 książek
nasz cel: 30 000, do dodania pozostało 4515

2896 adaptacji
nasz cel: 3 000, do dodania pozostało 104

3956 autorów ze zdjęciami
nasz cel: 4 000, do dodania pozostało 44

Losowy cytat

"O co walczycie?

A czy to istotne o co? Walczymy i to jest najważniejsze – powód zawsze się znajdzie. Widzisz mój drogi, przemoc pasuje do każdej Ideologii – zawsze pojawią się tacy, którzy będą umieli pięknie ją wytłumaczyć. Nie pytaj więc, o co walczymy – raczej po co? A jeśli już musisz wiedzieć, to wiedz, że dla wprawy. Przynajmniej będziemy gotowi, kiedy nadejdzie właściwa pora…„Bogowie grają w kości i nie pytają wcale czy chcesz przyłączyć się do gry [...] Bogowie kpią sobie z twojego poukładanego życia [...] nie przejmują się zbytnio ani naszymi planami na przyszłość ani oczekiwaniami. Gdzieś we wszechświecie rzucają kości i przypadkiem wypada twoja kolej. I odtąd zwyciężyć lub przegrać – to tylko kwestia szczęścia.”68 A czymże jest szczęście dla tego, kto się zbuntował – swobodą? Bzdura! Nie, my nie umiemy być swobodni –jesteśmy tylko ludźmi i to właśnie jest dla nas największym ograniczeniem – człowieczeństwo…Gdybyśmy byli jak dzikie zwierzęta; wtedy tak, zgoda – nie istniałoby nic droższego od wolności, ale jesteśmy tym czym jesteśmy, z własnej woli i z woli Bogów, których przywiędliśmy do istnienia, jedynie po to, aby obarczyć winą za niepowodzenia. Bogowie są nam potrzebni – właśnie dla tego, aby ich obwiniać. Nie, kolego w ludzkim świecie nie ma prawdziwej swobody. Dlatego ciągle się buntujemy, dlatego walą się trony i spadają głowy. Dla nas najważniejszy jest trup i jego czerep na patyku, to pozwala nam czuć się wyjątkowo. Głowa znienawidzonego oprawcy była, jest i będzie symbolem – a raczej totemem – zwycięstwa. Bo nie przestrogą, gdyby to miało być prawdą – mówię o przestrodze – po pierwszej nie wybuchłby kolejne rewolucje. Ale my się nie uczymy, nam potrzeba więcej i więcej. Zbieramy głowy tyranów jak kolorowe paciorki i czujemy się coraz lepsi, coraz bardziej szlachetni, bardziej wolni. Ale wolność jest nienasycona – poczekaj, a jurto pokażą nam nowy łeb i pouczą: widzicie? Tak kończą zbrodniarze! Więc pytam: kim są ci którzy trzymają patyk?"


Marcin Małek

Najgorsze jest pierwsze sto lat i inne dialogi
BookHunter.pl
O nas
Nasze logo
Punktacja
Do pobrania
Kontakt
Przyłącz się!
Zespół
Kogo szukamy?
Partnerzy
Wspólne cele
Dla wydawnictw
Współpraca
recenzencka

Patronat medialny
o BookHunter
Copyright © 2015 - 2017 by BookHunter.pl
O nas | Zbieraj punkty | Zespół | Regulamin | Kontakt