Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła?

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Error message here!

Zapomniałeś/aś hasła? Podaj swój adres e-mail.
Otrzymasz link, dzięki któremu zresetujesz hasło.

Error message here!

Powrót do logowania

Close
8 grudnia 2015

Recenzja książki
Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie

Mariusz Urbanek

Oficjalna recenzja zespołu BookHunter.pl

8.0
średnia ocena
8
ocena recenzenta

Autor recenzji

Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie - Recenzja:

Ułańska fantazja


Hej, hej ułani!

Malowane dzieci!

Niejedna panienka za Wami poleci! *

… niejedna panienka i niejedna wdowa… ale kiedyś moc polskiego ludu była za Wieniawą polecieć gotowa. Wieniawa, Pierwszy Ułan Rzeczypospolitej (a może i ostatni?), postać niejednokrotnie skrzywdzona przez historię, powraca w glorii i chwale na kartach wydanej nakładem wydawnictwa Iskry książki Mariusza Urbanka „Wieniawa. Szwoleżer na pegazie.”

Po książce „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna” jest to kolejna autorstwa Urbanka, po którą sięgnęłam. Właściwie już z góry wiedziałam, że się nie zawiodę – i nie zawiodłam się, bo o wielkich, barwnych postaciach historycznych Urbanek opowiada po prostu świetnie. Czaruje opowieścią, całkowicie wprowadza czytelnika w realia dwóch wojen światowych, ale przede wszystkim dwudziestolecia międzywojennego, w jego obyczajowość, atmosferę gwarnych, zadymionych kawiarni, na salony, gdzie dyskutowano nie tylko o rzeczach wagi państwowej, ale i o sztuce, literaturze oraz rzeczach całkiem błahych. Autor pobudza w czytelniku jakąś nutkę nieokreślonej tęsknoty za latami międzywojennymi, których właściwie nikt z żyjących już nie pamięta, czasami, gdy ludzie po prostu ze sobą byli – osobiście. Gdzie mimo braku współczesnych mediów człowiek, taki jak Wieniawa, stał się w  naturalny sposób popularny i uwielbiany dzięki swojej fascynującej osobowości, licznym talentom, dzięki niezrównanemu humorowi, umiejętnościom towarzyskim i pięknej aparycji, jakby spod dłuta Fidiasza. Ze względu na jego dar literacki mówiono, że był największym żołnierzem wśród poetów i największym poetą wśród żołnierzy – pisane przez niego wiersze, przyśpiewki prędko szły w obieg w armii i wśród cywilów.


Zdawało się, że ten człowiek, jak mało kto inny, był przez bogów obdarowany. Urodą i dzielnością, tężyzną zdrowia, nadmiarem sił żywotnych, fantazji i temperamentu. W towarzystwie Wieniawy było się w polu magnetycznym jego wdzięku, swady, polotu i humoru, jego niespożytej energii, jego ochoty do życia, jego głodu życia. **

Tak pisał o nim Marian Hemar, jeden z filarów scenek kabaretowych i teatralnych ówczesnej Warszawy. Te słowa idealnie podsumowują niebanalną osobowość Wieniawy; podobnie jak słowa samego autora książki:


Gdy się bawił, nie istniało nic, co mogłoby go odwieść od zabawy. Gdy pracował, nie było zabawy dość atrakcyjnej, by porzucił swe zajęcia. ***

Mówiono z przekąsem, że gdy zbliża się Wieniawa, każdy rozsądny mężczyzna ukryje gdzieś rozkochane w nim swoje żony i córki.

Nie to jednak decydowało o sławie Długoszewskiego. Był on przede wszystkim patriotą, zdolnym dowódcą, generałem, żołnierzem, człowiekiem wielkiej odwagi, honoru. Ułanem, ceniącym sobie wolność osobistą i swobodę, stroniącym od intryg i gier politycznych w odradzającej się Polsce, najszczęśliwszym wtedy, gdy mógł dosiąść swojego konia i na czele pułku szwoleżerów gnać przed siebie szalonym galopem. Nie mógł jednak uniknąć wciągnięcia w politykę, co w późniejszych latach położyło cień na jego osobie. Był też przede wszystkim adiutantem i najbliższym przyjacielem Józefa Piłsudskiego, którego ogromnie podziwiał i szanował i za którym zawsze stawał murem, co automatycznie przesądzało o  tym, że tak czy siak w politykę musiał się zaangażować. Między innymi to tuż przed II Wojną Światową i w jej trakcie uniemożliwiło mu działanie dla kraju pogrążonego w wojnie, z czym nie potrafił się pogodzić. Gdy Włochy dołączyły do wojny, musiał złożyć posadę dyplomaty (tak, był także dyplomatą!) i nie miał już gdzie się podziać. Władysław Sikorski, wróg Piłsudskiego, nie chciał widzieć Wieniawy na żadnej znaczącej pozycji. Podobnie zresztą jak inni przeciwnicy obozu piłsudczyków i Wieniawy osobiście. Nie uratował się też od złośliwych pomówień i oskarżeń, a popularność w pewien sposób się zemściła, stanowiąc żyzne podłoże dla złego słowa.


Wieniawa przez swoje umiłowanie ułańskiego życia, przez swoje pragnienie wolności, niechęć do przymusu, chęć zatrzymania swej cudownej młodości przegrał - dlaczegóż tego nie powiedzieć? - swój los w polskim życiu, los, do którego wszystko go przeznaczyło.

(Jan Lechoń)

Jednak wcześniejsze lata jego życia należały do szczęśliwszych – to z nich zachowało się mnóstwo zabawnych anegdot o zachowaniach i wybrykach Wieniawy, anegdot prawdziwych i tych mniej. Urbanek znakomicie ubarwia nimi opowieść. Przytacza także wiele wierszy i przyśpiewek samego Długoszewskiego, a także utworów o nim (przyjaciele poeci nie omieszkali robić z niego bohatera niejednej satyry). Książka jest bogato ilustrowana fotografiami Wieniawy (przystojny to był mężczyzna!), a także jego ówczesnymi portretami i rysunkami satyrycznymi.

Z czystym sumieniem mogę polecić tą znakomitą, napisaną z właściwą autorowi lekkością biografię Pierwszego Ułana Rzeczypospolitej. Widać, że Pan Urbanek włożył w nią ogrom pracy, wykorzystał setki źródeł. Dzięki temu kreślony portret Wieniawy jest pełen życia, a generał wyłania się z niego jako człowiek z krwi i kości. Jego losy angażują, bawią, wzruszają, a pod koniec autentycznie smucą. Sposób przedstawienia tła historycznego i obyczajowego działa jak wehikuł czasu, można zatonąć bez reszty w tej opowieści o minionej epoce. Mogę z czystym sumieniem polecić nie tylko miłośnikom historii, ale każdemu, kogo ciekawią i inspirują dzieje wielkich ludzi - tych współczesnych, czy tych już dawno nieżyjących.

Zatem - na koń!


Kiedy wspomnę ust wiśnie,

Serce krwią się zachłyśnie

I rozleje się w żyłach ukropem.

Wtedy ułańską modłą

Muszę wskoczyć na siodło,

By się upić szalonym galopem.

(fragment pieśni autorstwa Wieniawy)

Moja ocena: 8/10


*Hej, hej ułani malowane dzieci – polska pieśń wojskowa anonimowego autorstwa, powstała w XIX wieku. Fragment.

** Mariusz Urbanek, Szwoleżer na pegazie, str. 164

*** Tamże, str. 165

Zobacz wszystkie recenzje użytkownika aniakonda

Liczba wyświetleń: 662


Tagi książki (13)

przejdź na stronę książki


Skomentuj recenzję, czy masz coś do dodania?
Komentarze (0)


(zabezpieczenie przed botami)

/1000 wykorzystanych znaków


Ostatnie patronaty
Popularne Tagi

Najaktywniejsi użytkownicy w tym miesiącu:

Przy-Kawie-Z-Ksiazka - 2020 ptk.
edytaj7 - 992 ptk.
Szczypta-Kasi - 450 ptk.
dona - 413 ptk.
Aivalar - 332 ptk.

zobacz pełny ranking

23679 książek
nasz cel: 30 000, do dodania pozostało 6321

2830 adaptacji
nasz cel: 3 000, do dodania pozostało 170

3750 autorów ze zdjęciami
nasz cel: 4 000, do dodania pozostało 250

Losowy cytat

"Tajemnica ma wielką moc i daje wielką moc temu, kto potrafi ją wykorzystać, ale moc w rękach niewłaściwego człowieka jest bardzo niebezpieczna."


Kerstin Gier

Czerwień rubinu
BookHunter.pl
O nas
Nasze logo
Punktacja
Do pobrania
Kontakt
Przyłącz się!
Zespół
Kogo szukamy?
Partnerzy
Wspólne cele
Dla wydawnictw
Współpraca
recenzencka

Patronat medialny
o BookHunter
Copyright © 2015 - 2017 by BookHunter.pl
O nas | Zbieraj punkty | Zespół | Regulamin | Kontakt